Wybory do Knesetu. Inne zasady niż w Polsce, ale konsekwencje odczuwalne na całym świecie

wschodni24.pl 1 godzina temu

POLITYKA ŚWIATOWA | WSCHODNI24.PL

We wtorek, 27 października 2026 roku, Izraelczycy wybiorą nowy parlament. Choć sposób głosowania znacząco różni się od tego, który znamy z Polski, stawka tych wyborów wykracza daleko poza granice Izraela. Od przyszłego układu sił w Knesecie zależeć może nie tylko polityka wewnętrzna państwa, ale również kierunek wydarzeń na Bliskim Wschodzie, relacje ze Stanami Zjednoczonymi, przyszłość konfliktu izraelsko-palestyńskiego oraz bezpieczeństwo międzynarodowe.

Kartka z literami zamiast krzyżyka przy nazwisku

Polski wyborca przyzwyczajony jest do kart wyborczych zawierających nazwiska kandydatów. W Izraelu wygląda to zupełnie inaczej.

W lokalu wyborczym na głosujących czekają niewielkie papierowe kartki, mniejsze od pocztówki. Na każdej widnieje symbol określonej listy wyborczej, składający się zwykle z jednej do trzech liter alfabetu hebrajskiego. Pod symbolem znajduje się nazwa ugrupowania.

Wyborca wybiera kartkę odpowiadającą popieranej liście, wkłada ją do specjalnej koperty, a następnie wrzuca kopertę do urny.

Co ciekawe, system przewiduje możliwość przypadkowego pobrania większej liczby kartek. jeżeli w kopercie znajdą się dwie lub trzy identyczne kartki, głos pozostaje istotny i liczony jest jako jeden. Cztery lub więcej kartek, a także kartki różnych ugrupowań, powodują unieważnienie głosu

W Izraelu głosuje się na listę, a nie na konkretnego polityka

To jedna z najważniejszych różnic pomiędzy systemami wyborczymi obu państw.

W Polsce wyborca oddaje głos na konkretnego kandydata z listy. Jego głos zwiększa poparcie dla całego komitetu, ale jednocześnie wpływa na to, kto ostatecznie otrzyma mandat poselski.

W Izraelu wyborca nie ma takiej możliwości.

Listy kandydatów są zamknięte, a kolejność polityków ustalana jest wcześniej przez partie. Mogą o niej decydować wewnętrzne prawybory, organy partyjne lub kierownictwo ugrupowania.

Oznacza to, iż wyborca popiera całą listę, ale nie może wskazać, którego z umieszczonych na niej polityków chciałby zobaczyć w parlamencie.

Jeden kraj, jeden okręg wyborczy

Izraelski Kneset liczy 120 deputowanych. W przeciwieństwie do Polski, gdzie wybory do Sejmu realizowane są w 41 okręgach, cały Izrael stanowi jeden ogólnokrajowy okręg wyborczy.

Mandaty dzielone są proporcjonalnie do liczby głosów uzyskanych przez poszczególne listy, które przekroczyły próg wyborczy.

W dużym uproszczeniu ugrupowanie zdobywające 10 procent głosów może liczyć na około 12 mandatów. Ostateczny wynik zależy jednak od liczby głosów oddanych na partie, które nie przekroczą progu, oraz szczegółowych zasad podziału mandatów.

W obu krajach wykorzystywane są rozwiązania oparte na metodzie d’Hondta, jednak izraelski system działa w ramach jednego okręgu i uwzględnia dodatkowe porozumienia dotyczące podziału pozostałych mandatów.

Niższy próg wyborczy, większe znaczenie mniejszych ugrupowań

Kolejna istotna różnica dotyczy progów wyborczych.

ZasadaIzraelPolska (Sejm)
Liczba parlamentarzystów120460
Okręgi wyborcze141
GłosowanieNa zamkniętą listęNa konkretnego kandydata
Próg dla partii3,25%5%
Próg dla koalicji3,25% dla zgłoszonej listy8%
Podział mandatówProporcjonalny, metoda Badera-OferaMetoda d’Hondta

W Polsce obowiązuje również wyjątek od progu dla komitetów mniejszości narodowych.

Niższy próg i jeden ogólnokrajowy okręg sprawiają, iż w Izraelu mniejsze ugrupowania mają relatywnie większą szansę zdobycia reprezentacji parlamentarnej.

Ma to jednak swoją cenę. Rozdrobnienie sceny politycznej może utrudniać stworzenie stabilnego rządu. Nierzadko o powstaniu większości parlamentarnej decydują partie dysponujące zaledwie kilkoma mandatami.

W izraelskim systemie do uzyskania większości potrzeba przynajmniej 61 miejsc w 120-osobowym Knesecie.

I właśnie tutaj zaczyna się najważniejsza część politycznej układanki.

Opinia Marcusa: wybory w Izraelu nie są wyłącznie sprawą Izraelczyków

W przypadku wielu państw wybory parlamentarne obserwujemy przede wszystkim przez pryzmat ich wewnętrznych problemów. Gospodarki, podatków, szkolnictwa, ochrony zdrowia czy politycznych sporów.

W przypadku Izraela takie spojrzenie byłoby zdecydowanie niewystarczające.

Izrael jest państwem, którego decyzje polityczne i militarne mają znaczenie znacznie większe, niż wynikałoby to z jego powierzchni czy liczby mieszkańców.

I nie chodzi tutaj wyłącznie o konflikt z Palestyńczykami.

Chodzi o relacje z Iranem, sytuację w Libanie i Syrii, bezpieczeństwo szlaków handlowych, stosunki ze światem arabskim oraz strategiczny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.

Każda zmiana w izraelskim rządzie może oznaczać zmianę priorytetów w tych obszarach. Może otworzyć drogę do negocjacji albo przeciwnie, doprowadzić do zaostrzenia istniejących konfliktów.

Nie wolno również zapominać, iż polityka Izraela wpływa na sytuację gospodarczą innych państw. Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może oddziaływać na ceny surowców energetycznych, koszty transportu i nastroje na światowych rynkach.

Warto przy tym postawić pytanie, które moim zdaniem powinno być jednym z najważniejszych podczas analizy tych wyborów.

Czy zwycięska większość parlamentarna będzie gotowa szukać rozwiązań dyplomatycznych, czy uzna, iż bezpieczeństwo Izraela można zagwarantować przede wszystkim siłą militarną?

Nie są to przecież dwa całkowicie wykluczające się sposoby prowadzenia polityki. Bezpieczeństwo państwa jest fundamentalnym obowiązkiem każdego rządu. Problem zaczyna się wtedy, gdy działania podejmowane w imię bezpieczeństwa prowadzą do kolejnych konfliktów, cierpienia ludności cywilnej i narastania wzajemnej wrogości.

Trudno także ignorować znaczenie izraelskiej polityki wewnętrznej. To, które ugrupowania znajdą się w koalicji rządzącej, będzie miało wpływ na podejście do osiedli na Zachodnim Brzegu, przyszłości Strefy Gazy, relacji z Autonomią Palestyńską czy ewentualnego wznowienia rozmów pokojowych.

Szczególne znaczenie mogą mieć niewielkie ugrupowania, od których zależeć będzie parlamentarna większość. Partia zdobywająca kilka mandatów może stać się języczkiem u wagi, a jej postulaty mogą znaleźć się w programie całego rządu.

To paradoks demokracji parlamentarnej, ale również jej nieodłączna cecha. Siła polityczna nie zawsze jest proporcjonalna do liczby zdobytych głosów. Czasami decyduje zdolność do budowania większości.

Świat powinien patrzeć na Izrael uważnie

Nie mam wątpliwości, iż wyniki wyborów do Knesetu będą analizowane nie tylko w Jerozolimie czy Tel Awiwie.

Będą obserwowane w Waszyngtonie, Teheranie, Brukseli, Ankarze, Moskwie i Pekinie.

Każda z tych stolic ma własne interesy, oczekiwania i obawy związane z kierunkiem izraelskiej polityki.

W mojej ocenie największym błędem byłoby sprowadzenie tych wyborów do pytania, kto zostanie kolejnym premierem. Znacznie ważniejsze jest to, jaki rząd powstanie, kto będzie miał na niego wpływ i jakie decyzje podejmie w pierwszych miesiącach sprawowania władzy.

Bo na Bliskim Wschodzie nie trzeba wiele, aby lokalny konflikt stał się kryzysem międzynarodowym.

Izraelczycy wybiorą 120 parlamentarzystów. Ale skutki decyzji tych 120 osób mogą odczuć miliony ludzi, którzy nie mają żadnego wpływu na wynik izraelskich wyborów.

I właśnie dlatego warto obserwować to głosowanie z większą uwagą niż zwykłą polityczną ciekawością.

Marcus | Komentarz publicystyczny dla Wschodni24.pl

Idź do oryginalnego materiału