Młodym warto pokazywać, co zmieniło się dzięki obecności Polski w Unii Europejskiej. Starszym warto przypominać, bo samo przeżycie kilkudziesięciu lat nie gwarantuje rzetelnej pamięci. Można doskonale pamiętać cenę pierwszego samochodu i zupełnie zapomnieć, jak wyglądała podróż nim przez granicę.
Oj, trzeba przypominać. Jak cholera. Szczególnie gdy w dyskusji o Unii wspomnienia ustępują miejsca gotowym hasłom, a człowiek, który osobiście stał w granicznej kolejce, opowiada dziś o dawnych czasach tak, jakby przez Europę zawsze przejeżdżało się bez zatrzymania.
Pamięć bywa niezwykle usłużna. Zachowuje młodość, zdrowie, pierwszą miłość i dobrą zabawę. Usuwa nerwy, upokorzenia oraz godziny zmarnowane na załatwianie rzeczy, które dziś wydają się zwyczajne. Po takim montażu przeszłość wygląda znakomicie. Tyle iż jest to wersja po obróbce. Oczywiście przed wejściem Polski do Unii też można było wyjeżdżać, studiować, handlować i pracować za granicą. Nie trzeba wymyślać, iż do 2004 roku świat kończył się na szlabanie. Trzeba natomiast pamiętać, iż możliwości, formalności i pozycja polskiego obywatela były inne. Swoboda przemieszczania się i podejmowania pracy nie spadła nam z nieba jako nagroda za narodowy charakter.
Warto też odróżniać kolejne zmiany. Członkostwo w Unii i wejście do strefy Schengen to nie jedno wydarzenie. Drogi nie wyremontowały się jednej nocy, a otwieranie rynków pracy nie odbywało się wszędzie jednocześnie. Rzetelne przypomnienie wymaga trochę więcej wysiłku niż okrzyk, iż Bruksela wszystko zabiera. Dlatego okrzyk ma tak dobre wyniki.
Najbardziej osobliwy jest eurosceptycyzm, który korzyści traktuje jako naturalny stan świata, a każdy kłopot jako dowód winy Unii. Gdy powstaje potrzebna inwestycja, zasługę ma miejscowy polityk. Gdy coś kosztuje, przeszkadza albo wymaga dostosowania, natychmiast odnajduje się Bruksela. Sukces ma twarz na plakacie wyborczym. Problem ma dwanaście gwiazdek. To bardzo wygodny sposób prowadzenia polityki. Można uroczyście otwierać przedsięwzięcie współfinansowane z europejskich pieniędzy, a następnie wystąpić jako obrońca Polski przed Europą. Nożyczki do wstęgi nie stawiają pytań o konsekwencję.
Nie znaczy to, iż Unii nie wolno krytykować. Wolno, a czasem trzeba. Jej decyzje mogą być nietrafne, przepisy nadmiernie skomplikowane, procedury powolne. Jednak krytyka konkretnego rozwiązania wymaga wskazania, co jest złe i jak to poprawić. Samo „Unia nam każe” zwykle kończy rozumowanie dokładnie tam, gdzie powinno się ono zacząć.
Podobnie jest z pieniędzmi. Fundusze europejskie nie są prezentem od dobrego wujka. Polska uczestniczy we wspólnym budżecie, projekty mają warunki, potrzebny jest wkład własny i ktoś musi dobrze przygotować inwestycję. Uznanie tych faktów nie unieważnia korzyści. Pozwala je ocenić bez bajki o dobroczyńcy, ale również
bez bajki o rabusiu.
I właśnie dlatego konkurs artystyczny o tym, co mamy z Unii, ma sens także jako spotkanie różnych pokoleń. Młody człowiek może pokazać dzisiejszą rzeczywistość. Starszy może dołożyć do niej to, czego nie widać na współczesnym zdjęciu: wcześniejszy stan miejsca, dawną trudność, drogę, którą trzeba było przejść. Pod warunkiem iż wspomnienie nie kończy się na „kiedyś ludzie byli inni”. W rodzinnym albumie może być fotografia ulicy sprzed remontu. W szufladzie dokument związany z dawnym wyjazdem. W pamięci historia o pracy za granicą, zdobywaniu pozwolenia, przekraczaniu granicy. Z takich szczegółów da się zrobić interesujący film czy opowieść. Znacznie ciekawszą niż kolejny montaż budynków z podniosłym podkładem muzycznym.
Warto przy tym pytać również o to, co się nie udało. Czy inwestycja odpowiadała na rzeczywistą potrzebę? Kto skorzystał, a kto został pominięty? Czy za wydane pieniądze można było zrobić więcej? Uczciwe porównanie nie musi być laurką. Właśnie dzięki temu trudniej je odrzucić jako propagandę.
Nie każda zmiana na lepsze wynika z członkostwa w Unii. Pracowali na nią mieszkańcy, przedsiębiorcy, samorządy i kolejne pokolenia. Nie każda zmiana na gorsze została jednak przywieziona z Brukseli. Na krajową nieudolność również warto zostawić trochę miejsca w krajowym rachunku sumienia.
Przypominanie ma więc sens, jeżeli przywraca proporcje. Pozwala zestawić dzisiejsze pretensje z dawnymi doświadczeniami i sprawdzić, czy opowieść o utraconej swobodzie wytrzymuje spotkanie z własnym życiorysem.
Bo można mieć zastrzeżenia do Unii i jednocześnie uczciwie przyznać, co dzięki członkostwu stało się łatwiejsze. Nie trzeba od razu machać flagą. Wystarczy nie udawać, iż otwarte granice były od zawsze, a europejskie pieniądze wydobyto podczas remontu rynku.
Dobry konkurs mógłby zatem zaczynać się od prostej prośby: znajdź stare zdjęcie i sprawdź, co się zmieniło. A potem zapytaj domowego eksperta od wszystkiego, dlaczego na fotografii sprzed lat rzeczywistość wygląda trochę inaczej niż w jego dzisiejszym przemówieniu.
Szczegóły konkursu:
Półtorej minuty o swojej miejscowości. Do wygrania wyjazd do Parlamentu Europejskiego







![Młodzi z Ostrołęki w Belwederze. Szukali sposobów na wyludnianie się mniejszych miast [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/015_konferencja_wspolnie_na_rzecz_wyzwan_rzeczypospolitej_23-10-2026_gjb_6759jpg.jpg)









