Senator Andrzej Kalata o Lex nadgorliwości!

1 godzina temu

Chociaż o tym jakoś głośno nie mówimy, najwyższy czas zwrócić na to szczególną uwagę. Chodzi o coraz bardziej pogłębiającą się cechę wśród rządzących w Polsce i warszawskich urzędników, którzy próbują być bardziej unijni niż unijne dyrektywy!

Taka postawa już od dłuższego czasu niesie dla przedsiębiorców i przeciętnych obywateli wiele utrudnień i problemów, których może być jeszcze znacznie więcej. Ostatnim przykładem, który skłania do refleksji, jest sprawa zakazu reklamy w aptekach. Ale po kolei. Na posiedzeniu Senatu 13 i 14 października tego roku procedowana była ustawa o zmianie ustawy Prawo farmaceutyczne. Powodem było wykonanie wyroku TSUE, czyli Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19 czerwca 2025 roku. Otóż TSUE zakwestionował ustawę z 2013 roku o całkowitym zakazie reklamy w aptekach. Wskazano, iż jest ona niezgodna z art. 8 ust. 1 dyrektywy 2000/31/we Parlamentu Europejskiego.

I co z tym faktem robią nasi urzędnicy? Przygotowują projekt ustawy, która teoretycznie pozwala na częściową reklamę w aptekach. Teoretycznie, bo tak naprawdę w praktyce kilka to zmienia. Prześledźmy zapisy zaproponowane przez polskich urzędników, a adekwatnie obwarowania. Reklama nie może: 1. Polegać na oferowaniu jakichkolwiek korzyści w zamian za nabycie asortymentów dostępnych w aptece; 2. Stanowić reklamy porównawczej; 3. Być kierowana do osób, które nie ukończyły 18. roku życia; 4. Wykorzystywać wizerunku osób posiadających wykształcenie medyczne lub osób znanych publicznie; 5. Wykorzystywać wizerunek lub głos osób posiadających wykształcenie farmaceutyczne; 6. Zawierać treści sugerujące, iż w przypadku braku skorzystania z oferty nastąpi pogorszenie stanu zdrowia itd.

Co wtedy, gdy jakaś apteka nie dostosuje się do chociażby jednego z punktów tych zapisów? Ano może „liczyć” na karę finansową. I tu „niespodzianka”: o ile w zaskarżonej ustawie z 2013 roku, gdzie przypomnę był całkowity zakaz reklamy, kara opiewała na kwotę 50 tysięcy złotych, to w tej nowej, z częściowo możliwością reklamy, kara „skoczyła” aż do 1 miliona złotych! To kolejny z wielu przykładów, kiedy poraża mnie nasza polska nadgorliwość urzędnicza. jeżeli już Unia Europejska wymaga od nas przyjęcia jakiejś unijnej dyrektywy czy wyroku, to w przypadku, gdy przykładowo trzeba dopisać 100 proc. dodatkowych regulacji, nasi urzędnicy za każdym razem dokładają drugie 100 proc., a bywa, iż i choćby 200 proc.! Przykład z reklamami aptek dobitnie pokazuje, iż zamiast przyjąć ustawę likwidującą zakaz reklamy w aptekach, tak naprawdę tylko zaostrzono przepisy! A paradoksalnie wszystkie te zakazy nie występują wobec producentów leków! Wystarczy tylko prześledzić media i wszechobecną reklamy. Pozwolę sobie w tym miejscu ironicznie stwierdzić, iż adekwatnie to na podstawie reklam producentów leków można by było zrezygnować z wizyty u lekarza. Przecież w ten sposób reklamowanych jest aż około 90 proc. leków sprzedawanych w aptekach! Bardzo groźna dla aptek jest sankcja do 1 miliona złotych. Łatwo jest zapisać w przepisach 1 milion złotych kary, ale czy urzędnik, który wydaje decyzję o jej nałożeniu, zdaje sobie sprawę z traumy, jaka może dotknąć właściciela apteki i jego rodzinę?

Mieliśmy do czynienia z taką karą w tzw. ustawie „Lex szarlatan”, gdzie pod płaszczykiem słusznej poniekąd walki z różnymi pseudomedykami namawiającymi do zaprzestania leczenia, chciano przy okazji uderzyć w: bioenergoterapeutów, zielarzy itp. Podobno piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami, ale w połączeniu z nadgorliwością, jaką prezentują polscy urzędnicy, przynosi to skutki, które bywają zgubne dla innych grup, środowisk. Zachęcam do zajrzenia na strony internetowe Senatu i Sejmu, gdzie można znaleźć ustawy i ich projekty i dogłębnie się z nimi zaznajomić.

A na koniec apel do warszawskich urzędników. Parafrazując pewne popularne powiedzenie, prośba od senatora z Żywiecczyzny, czyli ode mnie: „Nie bądźmy bardziej unijni niż Unia!”.

Idź do oryginalnego materiału