Z Jakubem Woźnym, fotografem przyrody, rozmawiamy o odkrywaniu przyrody i sztuce patrzenia z zachwytem na to, co na pierwszy rzut oka pospolite.
Jakub Woźny
Rozwiń biogramFotograf przyrody z Sieradza. Na swoim profilu „Kuba Woźny – Wildlife Photography” relacjonuje wyprawy w różne rejony Polski. W twórczości kieruje się dewizą: „Świat kryje w sobie mnóstwo piękna. Trzeba tylko zwolnić, wyczulić zmysły i nauczyć się je dostrzegać”. W 2025 roku zdobył wyróżnienie na Międzynarodowym Festiwalu Fotograficznym w Sienie za zdjęcie pod tytułem „Współpraca międzygatunkowa”.
Anita Żelazowska: Podczas prezentacji wyróżnionych i zwycięskich fotografii w kategorii do lat 20 na Międzynarodowym Festiwalu Fotograficznym w Sienie, Sarah Leen – pierwsza kobieta w historii, która stanęła na czele działu fotografii w „National Geographic” – podkreśliła znaczenie połączenia dziennikarstwa i sztuki w fotografii. Na swoim profilu na Facebooku często nie ograniczasz się do krótkiego podpisu pod zdjęciem. Opisujesz historię jego powstania, miejsce, warunki, czas, trudności, a czasem także swoje emocje. Dlaczego jest dla ciebie ważne, żeby odbiorca poznał nie tylko sam kadr, ale również historię jego powstania?
Jakub Woźny: Zdjęcie jest tylko zwieńczeniem całego procesu. Najciekawsza jest droga, którą przebywam do wykonania kadru – miesiące przygotowań, przygody, które mi się przydarzają, skrajnie trudne warunki, w których przebywam, męczarnie, których doświadczam – na własne życzenie.

Twoje zdjęcie pod tytułem „Współpraca międzygatunkowa”, przedstawiające szpaka lądującego na grzbiecie żubra, zostało wyróżnione na festiwalu w Sienie. Jak wyglądał moment, w którym zrobiłeś to zdjęcie?
Fotografowanie żubrów – w przeciwieństwie do moich innych wypraw – było wyjątkowo komfortowym zajęciem. Jeździłem autem i wypatrywałem ich zza szyby. Kiedy w końcu je dostrzegłem, wiedziałem, iż chcę zrobić im zdjęcie ze światłem kontrowym – tak, aby słońce znajdowało się za ich sylwetkami. Musiałem się więc do nich podczołgać z odpowiedniego kierunku, robiąc przerwy co 5–6 metrów. W ten sposób dałem im czas na przyzwyczajenie się do mojej obecności. Zwierzęta miały mnie całkowicie w nosie.
Gdy tak sobie leżałem niedaleko nich, nagle moim oczom ukazała się scena niczym z Afryki.
Grupa szpaków wylądowała na grzbietach żubrów. Takie sceny widziałem tylko w serialach przyrodniczych. Byłem osłupiony.
Widok był niesamowity. Zachodzące w tle słońce pięknie podświetliło parę unoszącą się z ciała żubra oraz chmarę małych owadów, na które polowały szpaki.

Czy już wtedy miałeś poczucie, iż uchwyciłeś coś wyjątkowego?
Natychmiast wiedziałem, iż uchwyciłem coś wyjątkowego, tym bardziej iż nigdzie wcześniej nie widziałem takiego zdjęcia. Muszę jednak przyznać, iż czuję pewną dozę nienasycenia. Uważam, może sobie trochę umniejszając, iż ta fotografia mogłaby być jeszcze lepsza. Perfekcją byłoby, gdyby ten żubr podniósł głowę i spojrzał na szpaka. O tym mogę sobie jednak tylko pomarzyć, bo przecież zwierzęta żyją własnym życiem.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Na swoim blogu piszesz, iż zanim naciśniesz spust migawki, długo obserwujesz zwierzęta i poznajesz ich sposób życia. Na ile poznanie ich zachowania pozwala ci przewidzieć, iż za chwilę może wydarzyć się coś wyjątkowego? Czy po prostu wychodzisz w teren i czekasz na to, co zwierzę samo ci pokaże?
Moje początki rzeczywiście wyglądały tak, iż szedłem do lasu i liczyłem na łut szczęścia. Z biegiem czasu zacząłem wszystko bardziej skrupulatnie planować.
Gdy planuję jakieś zdjęcie, na przykład ptaków krzątających się przy gnieździe, najpierw wychodzę w teren bez aparatu fotograficznego. Biorę ze sobą samą lornetkę i spędzam bardzo wiele czasu w obserwowaniu ich zachowań i zwyczajów.
Gdy fotografowałem remizy [małe ptaki z rzędu wróblowych – przyp. red.], musiałem poznać czas porannego wylotu rodziców z gniazda w poszukiwaniu pokarmu, wiedzieć, co ile minut karmią młode, czy wreszcie zaobserwować, jak rodzice dzielą się dyżurami przy wysiadywaniu jaj. To są informacje, które mają ogromne znaczenie.


To jest też ważne z punktu widzenia etyki. Jedno moje błędne zachowanie może spowodować, iż ptaki porzucą lęg. Jako fotograf kieruję się przede wszystkim dobrem zwierząt. o ile miałbym w jakikolwiek sposób im zaszkodzić, odpuszczam.
Czy każde czekanie w ukryciu na idealny kadr kończy się sukcesem? Ile razy wracałeś do domu bez ani jednego interesującego zdjęcia?
Tak naprawdę 90% moich wyjść to niepowodzenia. Czasami, żeby wykonać jedno zdjęcie, pracuję na to miesiącami. Gdy fotografowałem czaple i żurawie na mokradłach, potrafiłem leżeć przez ponad 20 godzin w bezruchu, nie wychodząc z mojego małego namiociku-ukrycia.
Cierpliwość jest bardzo istotna, bo w czasie, kiedy czekam na zwierzęta, nic się nie dzieje. Muszę walczyć z samym sobą, żeby nie zasnąć.

Co robisz podczas tego wielogodzinnego oczekiwania? Czytasz książkę, słuchasz muzyki?
Na moje pierwsze wyjścia rzeczywiście zabierałem ze sobą książkę, a czasem pracę domową. Jednak choćby gdy spędzałem w ukryciu 20 godzin, to nigdy nie chciało mi się do tej książki zajrzeć. Wolałem leżeć w ciszy i obserwować przyrodę.
Gdy się położę i wyciszę, to miejsce, które z pozoru wydaje się puste, tętni życiem. Człowiek nagle zaczyna dostrzegać rzeczy, które na co dzień umykają jego uwadze.
Pod zdjęciem dzięcioła napisałeś, iż „pospolitość bywa myląca”. Jak fotografia nauczyła cię patrzeć na miejsca i zwierzęta, które wydają się zupełnie zwyczajne?
Fotografia mnie tego nie nauczyła, bo zawsze miałem w sobie zainteresowanie przyrodą. Gdy byłem dzieckiem, nie wiedziałem, co jest rzadkie, a co pospolite – patrzyłem na otaczającą mnie przyrodę bez ludzkich ram. Wraz z dorastaniem zacząłem „poznawać”, które zwierzęta są niezwykłe, a które są “zwyczajne”. Starałem się jednak zachować dziecięce podejście do przyrody i fascynację wszystkim, co mnie otacza.
Na swojej drodze spotkałem bardzo wielu fotografów i obserwatorów przyrody, którzy uporczywie jeżdżą po całej Polsce i szukają rzadkich gatunków zwierząt. A ja lubię obserwować kosa, który przebiega mi drogę czy gołębie, które siedzą sobie na kablach.
Zwierzęta, mimo swojej pospolitości, są niezwykłe, i to właśnie staram się pokazywać na moich zdjęciach. To jest moje podejście do świata.

Współczesna technologia daje fotografowi możliwości, których jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu nie miał. Myślę tutaj szczególnie o twoim marzeniu, żeby sfotografować sowę nocą. Jak rozwój technologii pozwala ci pokazywać to, co wcześniej istniało tylko w twojej wyobraźni?
Mam w sobie fascynację sowami. Myślę, iż wynika to z tego, iż mogę je obserwować z okna mojego mieszkania. Miałem mnóstwo okazji do sfotografowania sowy w dzień, ale cały czas marzyłem, aby uchwycić ją w porze, która do niej najbardziej pasuje, czyli w nocy.
Głównym problemem był brak światła i ograniczenia techniczne sprzętu. Wymyślałem na to różne sposoby, których teraz trochę się wstydzę. Przykładowo próbowałem doświetlać kadr dzięki latarki, co dla ptaka na pewno nie mogło być zbyt przyjemne.
Obszedłem ten problem, fotografując sylwetkę sowy uszatki na tle księżyca. To wciąż jednak nie było to, bo zależało mi na detalach, na przykład jej oczach, i pokazaniu scenerii w prawdziwej, nocnej oprawie. W tym przypadku rozwiązaniem był zakup nowego aparatu, który nareszcie pozwolił mi ją sfotografować przy minimalnej ilości światła.

Jestem jednak zdania, iż w procesie twórczym sprzęt odgrywa najmniejszą rolę, a największe znaczenie ma to, jak wykorzysta się jego możliwości.
Napisałeś, iż twoją przygodę z fotografią rozpoczął twój dziadek, który fotografował przede wszystkim rodzinne chwile. Ty z kolei wybrałeś fotografię przyrodniczą. Dlaczego właśnie zwierzęta stały się bohaterami twoich prac?
Mój pierwszy aparat był prezentem od dziadka.
To był kompakt, który nie robił najlepszych zdjęć, ale pozwolił mi się w to wszystko wdrożyć. Jednak kluczową rolę odegrali moi rodzice, którzy często zabierali mnie na spacery do lasu.
Poza tym w moim domu zawsze było dużo zwierząt: rybki, kot, pies, patyczaki i szczury. Pamiętam moment, który połączył moje zainteresowanie fotografią i fascynację przyrodą. Pewnego dnia zobaczyłem w ogrodzie kosa siedzącego na płocie. Pomyślałem wtedy: „Chciałbym mu zrobić jakieś ładne zdjęcie”. I tak to się zaczęło.
Czym, z twojej perspektywy, różni się praca z człowiekiem przed obiektywem od fotografowania dzikiego zwierzęcia?
W przeciwieństwie do takich dziedzin fotografii jak fotografia uliczna, praca z człowiekiem jest bardziej przewidywalna. Mogę mu powiedzieć, jak ma się ustawić, gdzie ma stanąć, mogę się z nim umówić na konkretną godzinę i przede wszystkim człowiek się mnie nie boi.

Zwierzęta są całkowitą odwrotnością. Muszę przewidzieć, gdzie będą, a później na nie czekać, aż łaskawie się zjawią przed moim obiektywem. A kiedy już się zjawią, muszę uważać, żeby ich nie spłoszyć.
Co ostatnio fotografowałeś?
Ostatnio fotografowałem perkozy dwuczube z młodymi. To niesamowity widok zobaczyć młode, które są wożone przez rodziców na grzbietach.

W wodzie siedziałem zaledwie trzy godziny, ukryty pod pływadełkiem, czyli takim namiocikiem unoszącym się na wodzie. Schowałem się pod nim jeszcze po ciemku, przed wschodem słońca. Na zrobienie zdjęcia miałem godzinę przed wschodem i godzinę po wschodzie, kiedy miałem dobre światło. Później wszystko się kończy i nie wygląda już tak pięknie.
Powiedziałeś, iż podczas fotografowania niedźwiedzi po raz pierwszy poczułeś strach przed zwierzęciem, które fotografujesz. Czy fotografia przyrodnicza ma dla ciebie granicę, której nie warto przekraczać?
Zdjęcie niedźwiedzi w Bieszczadach zrobiłem z dalekiej odległości, około 150–200 metrów, ale podczas tego samego wyjazdu niejednokrotnie spotkałem się oko w oko z tymi pięknymi zwierzętami. Za każdym razem gdy mnie zobaczyły, od razu uciekały – choćby owiana złą sławą niedźwiedzica z młodymi.
Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, iż zwierzęta nie chcą nam wyrządzić krzywdy. Może ciężko w to uwierzyć, ale one boją się nas bardziej niż my ich. Atak dzikiego zwierzęcia jest prawie zawsze spowodowany złą oceną sytuacji przez człowieka lub jego nierozważnymi działaniami.
Gdy spotykam niedźwiedzie na leśnych szlakach, wiem, jak się zachować i czego nie robić. Jestem też przygotowany na niebezpieczne sytuacje i noszę gaz, choć, na szczęście, jeszcze nigdy nie musiałem go użyć

Gdybyś miał wyznaczyć sobie jeden fotograficzny cel na najbliższy rok, co znalazłoby się na szczycie twojej listy?
Na pewno będę chciał wrócić w Bieszczady i znów sfotografować niedźwiedzie.
Więcej zdjęć Jakuba Woźnego na:

3 godzin temu















