Miesiąc temu skończyła się termiczna zima, która była dość nietypowa. Choć było mroźno jak na ostatnie lata, to nie wszędzie było biało, a to może rodzić konsekwencje dla roślinności, zwłaszcza dla zbóż ozimych. Do tego zrobiło się dość sucho, a pierwsza połowa marca była bardzo ciepła. Mimo ochłodzenia wciąż mało pada, a w wielu miejscach nie ma deszczu w ogóle. jeżeli obecny okres bezopadowy się nie skończy, możemy mieć poważny problem – wysokie ceny żywności. Na domiar złego drożejące z powodu wojny na Bliskim Wschodzie paliwo może tylko pogorszyć sytuację. Na szczęście prognozy wskazują, iż kwiecień ma być deszczowy. Tylko czy te prognozy się sprawdzą?
Tym razem zima zaskoczyła nie tylko drogowców, ale chyba każdego z nas. Było dość zimno. Na wschodzie Polski nierzadko temperatury spadały poniżej -20 st. C. choćby na zachodnich krańcach kraju nocne spadki poniżej -10 st. C nie były niczym niezwykłym. Skute lodem były nie tylko rzeki czy jeziora, ale choćby Zatoka Pucka. Łyżwiarze na Motławie – to widok niemal surrealistyczny w czasach globalnego ocieplenia.
Styczeń tego roku był bardzo zimny. Według danych IMGW średnia temperatura wyniosła -4,1 st. C, czyli 3 stopnie poniżej średniej z lat 1991–2020. Podobnie było w lutym. Średnia temperatura wyniosła -1,6 st. C, a więc 1,5 stopnia poniżej normy. Stawkę podbiła jednak końcówka lutego. Pod koniec miesiąca temperatura w ciągu dnia przekraczała 10 st. C, a 28 lutego we Wrocławiu było 19 st. C, z kolei w Warszawie 15 stopni.
Co z tą suszą?
Zima była więc mroźna, problem w tym, iż nie wszędzie spadło dużo śniegu. Szczególnie na zachodzie Polski opady śniegu były dość skąpe. Były oczywiście miejsca, gdzie śniegu było sporo, dzięki czemu susza na razie nie wydaje się groźna.
– Kończąca się zima była o wiele lepsza od poprzednich pod względem opadowym. Uformowała się dość trwała pokrywa śnieżna. Niskie temperatury hamowały parowanie – zauważa, pytany przez SmogLab dr hab. inż. hydrologii i hydrogeologii Bartłomiej Rzonca, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Parząc całościowo widać jednak, iż wciąż wiele brakowało.
Przestrzenny rozkład anomalii sumy opadów w stosunku do średniej 1991-2020 w styczniu i w lutym 2026 roku. Źródło: IMiGW.Miejscami śniegu faktycznie spadło sporo, ale ogólnie nie było go dużo. Według IMGW średnia suma opadów w styczniu wyniosła jedynie 47 proc. normy, co oznacza, iż był to miesiąc suchy. Lepiej wypadł luty – 71 proc. normy.
Brakuje deszczu
Marzec niestety zaczął się źle. W pierwszej połowie miesiąca prawie w ogóle nie notowano opadów.
– Niestety w tej chwili mamy okres bezopadowy o dość wysokich temperaturach, a więc dość wysokim, jak na tę porę roku parowaniu – zwraca uwagę prof. Rzonca. – Powierzchniowe warstwy gruntu są więc coraz bardziej suche, a stany rzek w południowej Polsce są już teraz średnie i niskie (południowa Polska odpowiada za większość opadów) – dodaje.
Skutki tej sytuacji pokazuje prof. Bogdan Chojnicki w swoim wpisie w serwisie X.
Liczyłem na wilgotną wiosnę, ale się przeliczyłem.
Wierzchnia warstwa gleby gwałtownie traci wodę. Słońce, temperatura i wiatr robią swoje.
Kluczowe jest to, ile wody poszło w głąb i zasili rzeki.
Coraz więcej wskazuje, iż miejscami było jej za mało.
Bez solidnych opadów latem… pic.twitter.com/pnz98zQSDT
Na razie nie należy jednak dramatyzować, biorąc pod uwagę to, iż zimą sytuacja nie była tak zła, a śniegu spadło więcej niż w ostatnich latach.
– Z całą pewnością doszło jednak do zasilenia wód podziemnych i to bardzo cieszy. Niemniej, czy będzie w tym roku susza, bardzo zależy od przebiegu wiosny, a zwłaszcza od ilości i czasowego rozkładu opadów – mówi prof. Rzonca.
Stan wód w polskich rzekach 17 marca 2026 roku. Źródło: IMiGW.Zboża najbardziej narażone
Zima już minęła, ale nie znaczy to, iż można zapomnieć, co się wtedy działo. Śniegu było sporo, ale na przykład na zachodzie Polski w pewnym momencie pokrywa śnieżna zniknęła, a mrozy wróciły. To nie jest dobra wiadomość.
– Obecny przebieg zimy na zachodzie Polski można uznać za dość nietypowy – z jednej strony występowały okresy obniżonych temperatur, z drugiej natomiast wyraźnie zaznaczył się deficyt opadów oraz brak trwałej pokrywy śnieżnej – mówi dla SmogLabu dr hab. inż. Cezary Podsiadło, prof. Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie (ZUT) zajmujący się agroinżynierią.
– Taka kombinacja czynników ma istotne znaczenie dla przezimowania roślin, w tym szczególnie zbóż ozimych – dodaje.
- Czytaj także: Wielki powrót zimy. Zaspy jak dawniej, wody jak na lekarstwo
Brak opadów, to nie tylko problem suszy. Śnieg jest istotny także z innego powodu, o którym mówi prof. Podsiadło.
– Pokrywa śnieżna pełni funkcję naturalnej izolacji, chroniącej rośliny przed bezpośrednim oddziaływaniem niskich temperatur. Jej brak w warunkach mrozu może prowadzić do uszkodzeń systemu korzeniowego oraz części nadziemnych, zwłaszcza w przypadku nagłych spadków temperatury. W praktyce oznacza to zwiększone ryzyko tzw. wymarzania, szczególnie na stanowiskach słabszych i glebach lekkich – tłumaczy naukowiec, który zaznacza, iż sam mróz nie jest problemem, o ile ziemię przykrywa śnieg.
Brak lub mała ilość śniegu na zachodzie Polski mogła negatywnie wpłynąć na zboża ozime. Zdjęcie: Hubert Bułgajewski.Wiosna zdecyduje o tym, jakie będą żniwa
Mróz mógł poczynić szkody w wielu uprawach. Podsiadło uspokaja jednak, iż zboża ozime wykazują stosunkowo wysoką zdolność regeneracji po zimie. Bardziej niż mrozami należy martwić się tym, co wydarzy się w najbliższych tygodniach.
– najważniejsze znaczenie będzie miał przebieg warunków pogodowych w najbliższych tygodniach. Obecny deficyt opadów w marcu nie musi jeszcze stanowić istotnego zagrożenia, ponieważ wegetacja dopiero się rozpoczyna, a zapotrzebowanie roślin na wodę jest na tym etapie stosunkowo niewielkie – uspokaja – prof. Podsiadło z Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa w ZUT.
Prognozy IMiGW wskazują, iż kwiecień powinien być wilgotny, co jest dobrą wiadomością, bo jak zauważa szczeciński naukowiec, znacznie ważniejszy będzie przebieg pogody w kwietniu i maju. Także w kontekście obecnego deficytu opadowego.
– jeżeli prognozy dotyczące zwiększonej ilości opadów w kwietniu się potwierdzą, może to w dużym stopniu zrekompensować niedobory wilgoci z okresu zimowego i wczesnowiosennego. W takich warunkach rośliny mają szansę na prawidłowy rozwój, a ewentualne uszkodzenia po zimie mogą zostać częściowo zniwelowane – mówi Podsiadło.
Gorzej jeżeli kwiecień okaże się taki sam, jak marzec. A do tego dojdą silne przymrozki, zwłaszcza w maju.
– Mogą one uszkadzać rozwijające się organy generatywne, co bezpośrednio przekłada się na potencjał plonowania. Dlatego ostateczny wpływ tegorocznej zimy na plony zbóż będzie w dużej mierze uzależniony od przebiegu warunków pogodowych w dalszej części wiosny – mówi naukowiec.
Jak tłumaczy nasz rozmówca, na na tym etapie jest zbyt wcześnie, aby jednoznacznie prognozować spadek plonów.

2 godzin temu














