Pochopna przysięga i uległość wobec opinii publicznej. Herod obrazem polityka, który odrzuca głos sumienia

9 godzin temu

Biblijny obraz męczeństwa św. Jana Chrzciciela pokazuje dramat Heroda, który najpierw pochopnie złożył przysięgę, a potem wydał wyrok na niewinnego Jana Chrzciciela. Jego błędy powtarzają również dzisiejsi politycy, którzy choć niejednokrotnie wiedzą co należy czynić, to w strachu przed opinią publiczną świadomie wybierają zło. Tym samym zamiast być dobrymi rządcami, stają się „zakładnikami sondaży”.

Pierwszym błędem Heroda było złożenie przysięgi w sprawie błahej. Przysięga bowiem jest wezwaniem samego Boga na świadka w bardzo ważnej kwestii. I tak np. małżonkowie w obecności Boga składają sobie przysięgę małżeńską, a nowo wybrany prezydent składa przysięgę przed Bogiem, iż będzie pracował dla dobra narodu. Co zaś zrobił Herod?

Gdy córka (…) Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: «Proś mnie, o co chcesz, a dam ci». choćby jej przysiągł: «Dam ci, o co tylko poprosisz, choćby połowę mojego królestwa» (Mk 6,22-23).

Przysięga Heroda nie dotyczyła ważnej sprawy. Pod wpływem chwili – być może ogarnięty pożądliwością wobec dziewczęcia – użył przysięgi, bo dziewczyna „spodobała mu się”. Jak zwraca uwagę św. Tomasz z Akwinu, przysięga złożona w błahej sprawie jest sama w sobie zła.

Przysięga staje się źródłem zła dla tego, kto czyni z niej złe użycie, to znaczy dla tego, kto używa jej bez potrzeby i bez należytej ostrożności. jeżeli bowiem człowiek wzywa Boga na świadka z jakiegoś błahostkowego powodu, wydaje się, iż okazuje w ten sposób mały szacunek dla Boga, ponieważ w taki sposób nie traktowałby choćby dobrego człowieka – czytamy w Summie Teologicznej (ST II-II q. 89 a. 2, c.).

Wiemy jak skończyła się nieroztropna przysięga Heroda: córka Herodiady – za namową swojej matki – poprosiła o głowę Jana Chrzciciela na misie. Król rozkazał zatem katowi, by ściął Jana w więzieniu, i przyniósł jego głowę. Doktor Anielski wskazuje jednak, iż przysięga złożona pochopnie pozbawiona jest roztropności, a zatem nie można powiedzieć by była w jakikolwiek sposób konieczną (ibid., a. 3, c.). Co więcej, jeżeli dotyczy ona rzeczy złej, to nie tylko nie trzeba, ale choćby nie wolno jej dotrzymać.

Jeśli natomiast rzecz, do której ktoś się zobowiązał, jest w jego mocy, ale nie powinna być uczyniona – czy to dlatego, iż jest z natury zła, czy też dlatego, iż stanowi przeszkodę dla dobra – wówczas jego przysięga pozbawiona jest sprawiedliwości. Dlatego też przysięgi nie wolno dotrzymywać, jeżeli wiązałoby się to z grzechem lub przeszkodą dla dobra – wyjaśnia Akwinata (ibid., a. 7, c.).

Herod, widząc do czego doprowadziły jego pochopne słowa wypowiedziane córce Herodiady, nie tylko nie był zobowiązany do zabójstwa proroka, ale choćby miał moralny obowiązek się na to nie zgodzić. Jednak – jak relacjonuje św. Marek – „przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić” (Mk 6,26).

Za życia Jana Chrzciciela Herod lubił go słuchać, a jednocześnie się go bał. Prawda głoszona przez proroka z jednej strony go fascynowała, a z drugiej – przerażała. Herod miał świadomość świętości Jana, ale jego obecność powodowała u niego pewien niepokój. Działo się to prawdopodobnie dlatego iż Herod żył z żoną swojego brata; związek taki był zakazany przez prawo, a Jan niczym sumienie przypominał o tym królowi.

Herod jest klasycznym przykładem polityka, który choć wie, co powinien uczynić, to jednak ugina się w obawie przed opinią publiczną. Prośba dziewczyny spowodowała niepokój jego sumienia, ale on zagłuszył go bojąc się osądu ze strony współbiesiadników. Jego decyzja jest o tyle bardziej tragiczna, iż chociaż nieszczęściem jest nie widzieć błędów w swoim postępowaniu, to rzeczą jeszcze gorszą jest czynić zło świadomie. Dzisiaj też wielu polityków wchodzi w kompromis z prawem Bożym i zagłusza własne sumienie, rzekomo troszcząc się o opinię „ogółu społeczeństwa”. Z jednej strony deklarują się oni katolikami i często można ich zobaczyć na uroczystościach religijnych; z drugiej – głosują za aborcją, in vitro, czy związkami jednopłciowymi – a wszystko to z rzekomej troski o „bezstronność” i „nienarzucanie własnych poglądów”.

„Prywatnie jestem katolikiem, ale pełniąc funkcję publiczną nie mogę urazić osób niewierzących” – tak absurdalne wypowiedzi nieraz padają z ust polityków uważających się za katolików. Problem polega na tym, iż polityk nie ma dwóch odrębnych sumień – jednego do sprawowania władzy, a drugiego do podejmowania prywatnych decyzji. Człowiek jest bowiem bytem integralnym, całością – a zatem w każdej swojej decyzji musi dążyć w kierunku dobra.

I tego dobra powinni poszukiwać rządzący poprzez odpowiednie sprawowanie powierzonej im władzy. Sprawiedliwą władzą zaś jest ta, która służy dobru wspólnemu, a nie jest zniewolona strachem o zdanie opinii publicznej. Mówi o tym Konstytucja duszpasterska „Gaudium et Spes” w słowach: Wspólnota polityczna istnieje (…) dla dobra wspólnego, w którym znajduje ona pełne uzasadnienie i sens i z którego bierze swoje pierwotne i sobie adekwatne prawo (nr 74). Dobrem zaś wspólnym są warunki, które pomagają obywatelom osiągnąć swoją własną doskonałość.

Wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie jako takiej, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, winno się zawsze odbywać w granicach porządku moralnego, dla dobra wspólnego (…). Z tego zaś jasno wynika odpowiedzialność, godność i znaczenie ludzi sprawujących rządy – kontynuuje soborowy dokument.

Sprawujący władze winni mieć zatem przed oczyma dobro obywateli. Władza, która tego warunku nie spełnia, zaniedbuje swoje podstawowe zadanie, do którego została powołana. Rządzący nie mogą być „zakładnikami sondaży”, dopasowującymi swoje decyzje do opinii społeczeństwa. Dobro wspólne nie zależy bowiem od opinii, ale jest wartością, która ją przewyższa. I tak np. odebranie życia niewinnej osobie zawsze jest złe i zawsze przeczy dobru człowieka. Niezależnie od tego co na ten temat sądzi społeczeństwo.

Wracając do dramatycznej historii Heroda, to był on gotów pozbawić życia niewinnego człowieka, aby tylko zadowolić współbiesiadników. Trudno zatem jego decyzję nazwać działaniem dla dobra obywateli mającym pomóc im osiągnąć doskonałość. Co najwyżej było to działanie dla spokoju żyjącej w nieprawym związku Herodiady, której Jan Chrzciciel – niczym głos sumienia – wytykał grzech.

Adrian Fyda

Idź do oryginalnego materiału