"Wielki Tydzień" zaczął się pomślnie dla milionów użytkowników samochodów spalinowych. Po ponad 2 tygodniach sztucznego zawyżania cen i "dojenia" Polaków stwierdzono, iż trzeba to zmienić aby uspokoić napiętą sytuację na rynku paliw oraz "przykryć" wydarzenia pedio i zoofilii w szeregach partii rządzącej. Aby nie być gołosłownym w kwestii "dojenia" Polaków przez rząd i jego agendy przypomnę: W roku 2022 baryłka ropy w przeliczeniu na złotówki kosztowała od 500 do 600 zł.Obecnie ten koszt to maksymalnie 350-400 zł a na stacjach benzynowych ceny w stosunku do roku 2022 wzrosły o co najmniej o złotówkę. Po "wydojeniu" rząd łaskawie obniżył ceny.Politycy koalicji na wszystkich forach i w rządowych mediach na wyścigi chwalą kierownika Tuska jako zbawcę użytkowników pojazdów spalinowych.Przecież, przeciętny Polak nie interesuje się kosztem baryłki ropy, spadkiem wartości dolara i innymi aspektami bo jest zasypywany informacjami,że te wszystkie działania to wina Putina a teraz oczywiście Trumpa.
Jestem, niezmiernie ciekaw jak ci "wazeliniarze" bądą się zachowywać gdy w dłuższej perspektywie czasowej ceny paliw będą systematycznie rosnąć.Obniżka VAT z 23 proc.do 8 proc i akcyzy o około 10 proc., nie zostały zapisane w ustawie ale zostały przeniesione do rozporządzeń ministra finansów. Przypomnę, iż zgodnie z rozporządzeniem obniżka akcyzy ma obowiazywać tylko dwa tygodnie a VAT 1 miesiąc. A co później ? Zobaczymy, bo nie da się ukryć,że finanse są w opłakanym stanie i jest duża szansa,że deficyt budżetowy może przebić barierę 300 miliardów. Pieniądze z KPO zostały częściowo skonsumowane aby zapewnić płynność finansową państwa a napływ pieniędzy z SAFE, które miały być kolejną kroplówką jakoś się przedłuża.
Obwieszczenie Ministra Energii datowane na 31 marca br. Benzyna 95- wczoraj 6,16 dzisiaj 6,21. Resztę cen czytelnicy sprawdzą:https://monitorpolski.gov.pl/MP/2026/344
Po jednodniowej euforii wracamy do rzeczywistości,a rzeczywistość jest taka,że budżet tego nie wytrzyma bo wpływy z podatków są wielokrotnie niższe niż wydatki.Nad tym problemem powinni pochylić się rządowi urzędnicy. Sytuacja jest trudna ale, podobno mamy premiera "męża stanu" który w tej kwestii przynajmniej będzie próbował społeczeństwu wytłumaczyć i starać się przekonać, iż nie cena ale możliwość zagrożenia niedoborami na rynku paliw jest niebezpieczna dla państwa i gospodarki.Zamiast populizmu i obniżania cen może starać się przekonać Polaków do ,w miarę możliwości oszczędnego korzystania z własnych samochodów. Może to zły pomysł ale kierownik i jego rzad to mądrzy ludzie może coś wymyślą.Albo nie!














