Nadchodzi „Age of Electricity”. Polska musi przyspieszyć, jeżeli chce zmniejszyć rachunki

2 godzin temu

Polska stoi przed koniecznością przyspieszenia elektryfikacji gospodarki. Osiągnięcie do 2035 r. poziomu 35 proc. udziału energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii będzie dla nas ogromnym wyzwaniem. Trzeba to jednak zrobić, jeżeli nie chcemy płacić wysokich rachunków za prąd, gaz i benzynę. Raport Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) pokazuje bowiem, iż zwiększenie udziału energii elektrycznej do 35 proc. końcowego globalnego zużycia energii pozwoliłoby na obniżenie rachunków za prąd o 15 proc.

Świat coraz wyraźniej przechodzi z gospodarki opartej na bezpośrednim spalaniu paliw w kierunku systemu, w którym kluczową rolę odgrywa energia elektryczna. IEA nazywa ten proces nadejściem „Age of Electricity”.

W swoim nowym raporcie IEA pokazuje, iż na świecie prąd odpowiada dziś za ok. 23 proc. końcowego zużycia energii. Według agencji wykorzystanie technologii, których elektryfikacja jest już w tej chwili opłacalna, pozwoliłoby zwiększyć ten udział do 33 proc. w 2035 r. Ambitny scenariusz zakłada osiągnięcie 35 proc. W Polsce taki cel wymagałby rozbudowy sieci elektroenergetycznych, nowych źródeł energii oraz większej efektywności energetycznej. Elektryfikacja może zmniejszyć zależność Polski od importu paliw kopalnych, ale nie gwarantuje automatycznie niższych rachunków.

Prąd rośnie szybciej niż zużycie energii

Według IEA w latach 2015–2025 globalne zapotrzebowanie na energię elektryczną rosło średnio o ponad 3 proc. rocznie. To dwa razy szybciej niż ogólne zużycie energii. Wzrost napędzają m.in. klimatyzacja, rozwój przemysłu, cyfryzacja, centra danych i sztuczna inteligencja, a także elektryfikacja transportu.

W 2025 r. samochody elektryczne stanowiły blisko 25 proc. wszystkich nowych samochodów sprzedawanych na świecie. Dziesięć lat wcześniej było to mniej niż 1 proc.

Źródło: IEA.

Dzieje się tak dlatego, iż technologie elektryczne są znacznie bardziej efektywne od wielu urządzeń wykorzystujących paliwa bezpośrednio. IEA podaje, iż np. samochód elektryczny jest od dwóch do czterech razy bardziej efektywny energetycznie niż samochód z silnikiem spalinowym. Elektryfikacja oznacza więc często nie tylko zmianę nośnika energii, ale także mniejsze jej zużycie.

Właśnie dlatego, jak ilustruje to powyższa grafika, na świecie rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. Szczególnie widać to na przykładzie Chin.

Polska na tle świata na razie wypada słabo.

– Polska zaczyna z relatywnie niskiego poziomu – w 2024 r. wskaźnik elektryfikacji naszej gospodarki sięgnął zaledwie 17 proc, przy średniej UE na poziomie 23 proc. – zauważa pytany przez SmogLab Michał Smoleń, ekspert ds. energetyki, Regulatory Assistance Project. – W naszym klimacie większość potrzeb energetycznych budynków to ogrzewanie, a to w Polsce opiera się głównie na spalaniu paliw (w domach lub ciepłowniach). Dopiero inicjujemy zmiany w transporcie czy produkcji ciepła dla przemysłu.

  • Czytaj także: Gospodarz COP31 uczy świat elektryfikacji. Sam bije rekordy w spalaniu węgla

Duży potencjał już dziś

Jednym z najważniejszych wniosków raportu jest to, iż duża część potencjału elektryfikacji jest już dziś opłacalna. IEA ocenia, iż około połowę paliw zużywanych przez gospodarstwa domowe oraz połowę ropopochodnych paliw wykorzystywanych w transporcie drogowym można zastąpić energią elektryczną w sposób konkurencyjny kosztowo. W przemyśle dotyczy to niemal 40 proc. paliw kopalnych wykorzystywanych do produkcji ciepła o niskiej i średniej temperaturze.

– Elektryfikacja jest najważniejszym narzędziem, jakim dysponujemy, aby zbudować czysty, bezpieczny i przystępny cenowo system energetyczny. Raport pokazuje, iż technologie są gotowe, argumenty ekonomiczne przekonujące, jednak obecne postępy są dalece niewystarczające w stosunku do potrzeb. – zwraca uwagę Jan Rosenow, Profesor polityki energetycznej i klimatycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim.

Czy Polska również może osiągnąć cel zakładany przez IEA?

– Rządowy plan choćby w scenariuszu ambitnym przewiduje jedynie stopniowe zwiększenie roli energii elektrycznej – do 20 proc. w 2030 r. oraz 26 proc. w 2040 – mówi Smoleń.

IEA w swoim raporcie mówi o 35 proc. w skali całego świata. W naszym przypadku barierą jest nie tylko polityka, ale również nasz klimat.

– Wysoka wartość jest łatwiejsza do osiągnięcia w ciepłych krajach, w których budynki wymagają bardziej klimatyzacji niż ogrzewania, albo w tych o bardzo taniej energii elektrycznej (np. Norwegia dzięki warunkom geograficznym). Unijny Plan Działania na Rzecz Elektryfikacji proponuje cel 46 proc. w 2040 r. na poziomie całej Wspólnoty – wyjaśnia ekspert.

  • Czytaj także: Wielka elektryfikacja. Unia chce przyspieszenia wobec nowego kryzysu energetycznego

Największym wyzwaniem mogą być sieci

Szybsza elektryfikacja oznacza ogromne wymagania wobec elektroenergetyki. Więcej samochodów elektrycznych, pomp ciepła, klimatyzatorów, zakładów przemysłowych i centrów danych oznacza rosnące zapotrzebowanie na moc. Potrzebne są nowe źródła energii, ale również rozbudowa sieci, magazyny oraz bardziej elastyczne zarządzanie popytem.

IEA ostrzega także przed koncentracją łańcuchów dostaw technologii, problemem minerałów krytycznych, cyberzagrożeniami i skutkami ekstremalnych zjawisk pogodowych. Sama elektryfikacja nie wystarczy, o ile sieci nie będą mogły dostarczyć energii we właściwym miejscu i czasie.

Czy rachunki mogą spaść?

– Każdy dodatkowy punkt procentowy to inwestycja w geopolityczną odporność oraz poprawa systemowej efektywności wykorzystania energii. Przyspieszenie względem oficjalnych planów wymagałoby dodatkowych inwestycji w sieci i elektrownie, jednak skalę wydatków można ograniczyć dzięki kompleksowej, mądrej elektryfikacji, która uwzględnia poprawę efektywności energetycznej (jak docieplenie budynków) oraz elastyczność, jak np. taryfowe zachęty do ładowania aut elektrycznych w godzinach wysokiej generacji elektrowni słonecznych. – mówi Smoleń. – Musielibyśmy też nadrobić zaległości w rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie, aby obniżyć koszty generacji energii również w okresie zimowym – dodaje.

Dziś Polska boryka się z wysokimi cenami paliw na stacjach benzynowych, czego przyczyną jest konflikt na Bliskim Wschodzie. IEA podaje, iż średnio 100 dol. wydane na energię elektryczną pozwala samochodowi elektrycznemu przejechać około trzy razy większy dystans niż samochodowi benzynowemu za tę samą kwotę. W przypadku ogrzewania 100 dol. wydane na energię elektryczną dla pompy ciepła zapewnia średnio około 42 dni ogrzewania. W przypadku kotła gazowego ten czas wyniósłby jedynie 30 dni.

– Elektryfikacja to w dłuższej perspektywie tańsze zaopatrzenie energetyczne naszej gospodarki – to, czy przełoży się to na rachunki odbiorców, zależy jednak od decyzji politycznych w sprawie podatków i opłat. Zalety transformacji byłyby najbardziej odczuwalne podczas kryzysów dostaw paliw kopalnych – tłumaczy ekspert. – Proces ten wymaga czasu – choćby w scenariuszu przyspieszonej elektryfikacji, po polskich drogach w 2035 r. wciąż będą jeździć miliony aut spalinowych. Problemu zależności od importu paliw kopalnych nie rozwiążemy w kilka lat, musimy więc zacząć jak najszybciej – dodaje.

  • Czytaj także: 37 mld euro w 100 dni. Europa chce uwolnić się od paliw kopalnych

–

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/24K-Production

Idź do oryginalnego materiału