Jesienią las wciąż śpiewa. Pospolitych ptaków ubywa

5 godzin temu

Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu jesienią mijającego roku pokazali, iż mimo chłodów i krótkich dni wciąż można usłyszeć śpiew ptaków. Jesień też ma swój głos i kolor – mówią badacze. Ale dodają, iż to głos coraz cichszy, bo ptaki znikają z krajobrazu Polski i całego świata. Najszybciej giną te, które przez lata uznawaliśmy za pospolite.

Choć jesień już dobiegła końca, to wielu z nas z pewnością wybiera się do lasu, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Las to miejsce, gdzie można posłuchać ptasiego śpiewu. Choć z racji pory roku, to nie taki śpiew, jak kilka tygodni temu, to wciąż można usłyszeć mieszkańców lasu.

Jesienne ptaki w monokulturach sosny

Naukowcy z UPP przeprowadzili niedawno w zachodniej części Polski badania ptaków w ubogich monokulturach sosnowych i innych typach lasów. Po drodze wzbudzili zaskoczenie okolicznych grzybiarzy. „Ptaki? Jesienią w lesie?” – pytali zdziwieni. Poznańscy badacze chcieli pokazać, iż jesień ma swój ptasi głos i kolor.

– jeżeli chcemy oglądać rzadkości, nad wodą bywa ciekawie – podkreśla prof. Piotr Tryjanowski, kierownik Katedry Zoologii UPP. – Natomiast jeżeli chcemy odpowiedzieć na pytania o wartość siedlisk dla ptaków, czasem trzeba wykonać tę niewdzięczną robotę i pójść w monokultury sosnowe – dodaje.

Okazuje się, iż pozornie ubogie lasy – choćby jesienią – nie są pozbawione ptasiego śpiewu. Badacze wykryli około 30 gatunków, głównie tych, które zostają z nami na zimę.

  • Czytaj także: Ważą mniej niż gram i pomagają badać ptaki, nietoperze a choćby owady

Ameryka Północna straciła miliardy ptaków

Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Cornella pokazują, iż w ciągu ostatnich 50 lat USA wraz z Kanadą straciły 2,9 mld ptaków – to spadek liczebności o 29 proc. Za ten dramatyczny trend naukowcy obwiniają głównie zmiany klimatyczne.

Szczególnie cierpią ptaki wędrowne. Odlatują i przylatują, kierując się naturalnym rytmem, zależnym m.in. od długości dnia, wysokości Słońca czy spadku temperatur (koniec lata – początek jesieni). Rosnące temperatury sprawiły, iż wiele gatunków utraciło synchronizację swoich regularnych wędrówek z aktywnością owadów czy wzrostem roślin.

Badanie przeprowadzone w tym roku przez Uniwersytet Saskatchewan wykazało, iż brodźce kanadyjskie przybywają w tej chwili na arktyczne tereny lęgowe o siedem dni później niż dekadę temu. W ten sposób tracą krytyczny okres największej dostępności owadów, niezbędnych dla przeżycia piskląt.

Jak wynika z badania, największe straty poniosły pospolite ptaki – gatunki, które widujemy na co dzień. Ponad 90 proc. strat (ponad 2,5 mld ptaków) dotyczy zaledwie 12 rodzin, w tym wróbli, kosów i zięb.

  • Czytaj także: Ptaki wymierają. Wśród winnych domowy pupil i pestycydy

Europa i Polska w tym samym kierunku

Podobne zmiany widoczne są także na Starym Kontynencie. Tu również wpływ ma klimat, ale znacznie poważniejszy problem stanowi rolnictwo. Według badań Europejskiej Agencji Środowiska spadek liczebności większości gatunków ptaków nie jest bardzo duży. Jednak w przypadku gatunków żyjących na terenach rolniczych w latach 1990–2023 nastąpiła aż 40-procentowa redukcja.

U nas sytuacja też nie wygląda dobrze. Jak zwraca uwagę prof. Tryjanowski, w grę wchodzi wiele czynników.

– W Polsce i w Europie od lat, podobnie jak w USA, widzimy spadki liczebności wielu, także pospolitych gatunków ptaków. Najmocniej cierpią gatunki krajobrazu rolniczego: skowronek, czajka, turkawka. Klimat jest ważnym elementem tej układanki, ale działa razem z innymi presjami: intensyfikacją rolnictwa (ubóstwo krajobrazu, pestycydy), osuszaniem mokradeł, presją infrastruktury i światłem w nocy. To proces złożony – nie ma jednej „magicznej śrubki”, którą wystarczy przekręcić – mówi pytany przez SmogLab.

W polskim przypadku sytuacja nie pozostało tragiczna. Według Monitoringu Pospolitych Ptaków Lęgowych (MPPL), prowadzonego od 2000 roku, wśród 100 najpospolitszych gatunków przez pewien czas obserwowano wzrost liczebności, ale w ciągu ostatnich 12–13 lat nastąpił spadek o 4,9 proc.

– Warto też uczciwie powiedzieć: są gatunki, które na ociepleniu zyskują. Dobrym przykładem jest żołna, która w ostatnich latach konsekwentnie rozszerza zasięg i radzi sobie coraz lepiej. Bilans ogólny pozostaje jednak niekorzystny, zwłaszcza na terenach rolniczych.

Rolnictwo największym problemem

Leśne ptaki mają się całkiem dobrze. Gorzej jest z tymi wiejskimi i zależnymi od terenów podmokłych, które zostały osuszone na potrzeby rolnictwa. Do tego dochodzi chemia rolnicza – pestycydy, przez które giną owady, będące pokarmem dla ptaków.

Badania pokazują, iż w ciągu ostatnich kilkunastu lat ptaki z terenów rolniczych zostały dosłownie przetrzebione. Populacja przepiórki spadła o 70 proc., czajki – o 66 proc., a skowronków jest dziś o 27 proc.

W parze z tym idą zmiany klimatyczne, głównie w postaci suszy i braku wód powierzchniowych. Wyschnięte rzeki, stawy i rozlewiska to nie jest środowisko, z którym ptaki chciałyby mieć do czynienia.

– Co robić poza dekarbonizacją, która jest konieczna, ale długotrwała i pełna wyzwań? Popatrzmy na zupełnie irracjonalną narrację, iż wiatraki „mielą ptaki”. Tak, to bywa problemem, ale znacznie większym jest to, w jaki sposób w tej chwili wykorzystywane źródła energii wpływają na środowisko – mówi prof. Tryjanowski.

Nie należy tu pomijać m.in. kotów, które rzeczywiście przykładają się do zmniejszania populacji ptaków. Szacuje się, iż koty (domowe i zdziczałe) zabijają w Polsce rocznie około 144 mln ptaków. Ofiarą najczęściej padają pospolite gatunki, które gniazdują w pobliżu ludzkich osiedli, takie jak wróble, mazurki czy szpaki. Są to te same gatunki, których populacja maleje także z powodu intensywnego rolnictwa.

Jak uratować ptaki?

– Po pierwsze – przywracać heterogeniczność krajobrazu rolnego: miedze, pasy kwietne, zadrzewienia śródpolne, ograniczać pestycydy i nawozy, zostawiać skraje niekoszone. Po drugie – zatrzymywać wodę w terenie: renaturyzować mokradła i łąki podmokłe, bo to realnie pomaga gatunkom siewkowym – radzi naukowiec.

Wiatraki, choć są znacznie mniejszym problemem, także mogą ptakom zaszkodzić.

– Mądrze planować OZE: dobre rozpoznanie przyrodnicze przed inwestycją, unikanie korytarzy migracyjnych i kluczowych żerowisk, a tam, gdzie trzeba – rozwiązania techniczne i czasowe wyłączenia – dodaje prof. Tryjanowski.

Naukowiec zwraca także uwagę na inne aspekty:

– Dochodzą też miejskie „małe kroki”: więcej drzew i łąk kwietnych, ograniczenie światła nocą, bezpieczne dla ptaków szyby. W skali domowej – koty pod kontrolą i mniej pułapek na oknach.

–

Zdjęcie tytułowe: Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu

Idź do oryginalnego materiału