Impuls dla lokalnej demokracji. Dlaczego koniec ery Zbigniewa Wojasa to szansa dla przeciętnej w rankingach gminy Gdów

gazetagdowianin.pl 1 tydzień temu

Odrzucenie przez Sejm projektu nowelizacji Kodeksu wyborczego znoszącego limit dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wywołało poruszenie w całym kraju. Jednak nigdzie ta decyzja nie rezonuje tak silnie, jak w gminie Gdów w Małopolsce. Wynik głosowania z 22 października 2026 roku – 215 głosów przeciw do 213 za – ostatecznie przesądza, iż wieloletni wójt gminy Gdów Zbigniew Wojas po 27 latach u władzy nie będzie mógł wystartować w wyborach samorządowych w 2029 roku.

Batalia ta miała dla gminy Gdów wymiar nie tylko systemowy, ale również głęboko personalny i rodzinny. Zbigniew Wojas od samego początku był jednym z najgłośniejszych przeciwników reformy. Uczestniczył w protestach w Warszawie, a w 2017 roku forsował na burzliwej sesji Rady Gminy oficjalny sprzeciw lokalnego samorządu wobec zmian, „dyscyplinując” wówczas niepokornych radnych. Sytuację dodatkowo podsycał fakt, iż lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, który politycznie firmował próbę zniesienia limitu kadencji, prywatnie jest zięciem wójta Wojasa. Dla wielu komentatorów porażka projektu PSL to dowód na to, iż choćby silne powiązania rodzinno-polityczne na szczytach władzy musiały ustąpić przed sejmową matematyką i zasadą demokratycznej rotacji.

Choć w gminie nie brakuje osób ceniących dotychczasowego wójta za stabilność, twarde dane pokazują, iż wieloletni monopol władzy nie przełożył się na spektakularny sukces cywilizacyjny. W ogólnopolskich zestawieniach społeczno-gospodarczych, takich jak prestiżowy Ranking Jednostek Samorządu terytorialnego Zrównoważonego Rozwoju Politechniki Warszawskiej, gmina Gdów od lat wypada zaledwie przeciętnie, zajmując m.in. odległe, przedostatnie miejsce w powiecie wielickim.

Z kolei w niezależnych ocenach realnego rozwoju gospodarczego, dochodów czy pozyskiwania funduszy unijnych gmina Gdów plasował się w połowie stawki. Zamiast tego władze chętnie chwaliły się sukcesami w mniej prestiżowych, komercyjnych konkursach, co krytycy nazywali tworzeniem „iluzji sukcesu”. Te dane pokazują, iż wieloletnia stabilizacja personalna w urzędzie zaczęła rodzić stagnację. Obowiązkowa zmiana w 2029 roku niesie dla gminy szereg wymiernych korzyści.
Rządy jednego włodarza trwające niemal trzy dekady niosą za sobą ryzyko rutyny. Nowy gospodarz to szansa na przewietrzenie gabinetów i transparentne zweryfikowanie dotychczasowych mechanizmów zarządzania gminą i jej finansami.
Gmina Gdów zyska przestrzeń dla liderów z alternatywnym spojrzeniem na rozwój infrastruktury czy przedsiębiorczości. Wyniki wyborów z 2024 roku, w których kontrkandydatka wójta zdobyła w drugiej turze blisko 40% głosów, dobitnie pokazały, iż w społeczeństwie istnieje silna potrzeba zmian.

Ograniczenie kadencyjności przywraca adekwatną hierarchię, w której radni przestają być jedynie wykonawcami woli wieloletniego gospodarza, jak miało to miejsce podczas głosowania w 2017 roku.

Decyzja w sprawie samorządów zbiegła się w czasie z innym kluczowym wydarzeniem w Sejmie. Zaledwie dwa dni wcześniej, 20 października 2026 roku, posłowie przegłosowali przełomowe projekty dotyczące liberalizacji prawa aborcyjnego, w tym ustawę przywracającą legalną terminację ciąży w przypadku ciężkiej wady płodu oraz częściową dekryminalizację pomocy przy aborcji.
Dla gminy Gdów splot tych ogólnokrajowych wydarzeń oznacza jedno: w 2029 roku nieuchronnie zakończy się najdłuższa epoka w historii lokalnego samorządu. Choć niesie to za sobą wyzwanie w postaci wyłonienia nowego lidera, dla lokalnej społeczności jest to przede wszystkim zdrowy, demokratyczny impuls do rozwoju i szansa na wyrwanie się z dotychczasowej, rankingowej przeciętności.
Idź do oryginalnego materiału