Pyskówka Mateusza Morawieckiego i Sławomira Mentzena była tak naprawdę fundamentalnym sporem o wizję państwa. Morawiecki reprezentuje „stary system” z jego przekonaniem: Jest jak jest i jakoś musimy się w tym odnaleźć. Mentzen (niezależnie od wszystkich swoich wad) reprezentuje w tym starciu zdrowy, oddolny – choć w dużej mierze intuicyjny – odruch Polaków, którzy mówią: Dość! Chcemy normalnego państwa!
Na scenie wydarzenia „Piwo z Mentzenem” w Warszawie doszło do starcia dwóch światów. Z jednej strony stanął Morawiecki konsekwentnie równający w dół każdą kwestię, mówiąc, iż w innych jeszcze bardziej socjalistycznych (a przy tym bogatszych) państwach są jeszcze gorsze podatki. Z drugiej – niedoświadczony polityk z zespołem Aspergera, utrudniającym mu przekładanie świata idei na świat rzeczywisty.
Było to starcie od początku nierówne i wydaje się, iż Morawiecki wygrał, ale czy na pewno tak stwierdzimy, gdy odłożymy na bok jego sprawną retorykę, a spojrzymy na samą tylko treść jego wypowiedzi?
Apoteoza PiS-u
Omówię po kolei to, o czym była mowa. W pierwszej kolejności Morawiecki przekonywał, iż jest dumny ze zbierania podatków („uszczelnienia” systemu), w tym podatku bankowego i od sklepów wielkopowierzchniowych. Wspaniale! Wreszcie kolonizujące nas banki i zagraniczne korporacje handlowe dostały po garach! Ale czy na pewno? Czy pan Morawiecki naprawdę nie wie albo nie rozumie, iż te podatki zostały przeniesione na konsumentów?
Przy okazji Morawiecki sam się podłożył, dostarczając koronnego dowodu swojej socjalistycznej tożsamości, gdy mówił: „Czy mają być pieniądze na obniżki podatków?” (czego akurat Mentzen nie wychwycił). Czyli, żeby jednym obniżyć podatki, to trzeba innym przywalić jeszcze wyższe, a nie obniżyć podatki w normalny sposób, to znaczy redukując biurokrację, panie Morawiecki?
Następnie, niczym wąż-populista, wyślizgnął się z pytania o wzrost biurokracji za PiSu, kiedy w odpowiedzi zaczął nawijać o… piłce nożnej. Bla, bla, bla – podczas gdy w rzeczywistości Mentzen dowiódł mu, iż zaprzeczył sam sobie, mówiąc na początku rządów, iż ilość stron legislacji jest wprost proporcjonalna do (niepożądanego!) rozrostu biurokracji, a następnie bijąc rekord ilości wprowadzonych regulacji.
Próbą manipulacji (de facto kompromitującą Morawieckiego) było zarzucenie Konfederacji, iż nie zagłosowała za pozorowaną obniżką kwoty wolnej (do raptem 30 tysięcy złotych), podczas gdy ta pozorowana zmiana była dorzucona do kaduckiej ustawy o Nowym Ładzie, co celnie i przytomnie wytknął Mentzen.
Co istotne, Morawiecki konsekwentnie unikał wszelkiej odpowiedzi na pytania o wizję państwa. O to, iż jako premier z ramienia PiS-u powiększał etatyzm, choćby w przywołanej przez gospodarza spotkania tzw. strategii odpowiedzialnego rozwoju, przenosząc ciężar rozwoju gospodarczego z Polaków na państwo.
Zamiast odnieść się do meritum, czyli faktu, iż PiS odmawia Polakom prawo do dominującej roli we własnym państwie, Morawiecki zaczął udowadniać skuteczność PiSu w ramach ich programu i w ramach ich wizji państwa. Ale to nie jest odpowiedź na to, iż coraz więcej Polaków domaga się normalnej wizji państwa, a nie tłumaczeń socjalistów, którzy będą nam udowadniali, iż są skuteczni, podczas gdy otaczająca nas rzeczywistość bynajmniej nie zmienia się tak jak w ich propagandzie sukcesu…
Momentami robiło się wręcz komicznie. Na przykład, kiedy Mentzen słusznie wytknął Morawieckiemu, iż pomiędzy impulsami naukowymi wspieranymi przez władzę a zdolnością do produkcji na wolnym rynku jest przepaść, w momencie gdy etatysta Morawiecki zaczął udowadniać, że… iPhone powstał przy udziale państwa.
Prawdziwa kompromitacja nastąpiła jednak dopiero, gdy Morawiecki przyznał, iż PiS przyjął ustawę o strefach czystego transportu, po czym jakby nigdy nic zaczął tłumaczyć, iż „tam nie ma nakazu”. Czyli co? On sam wprowadził ustawę o ograniczeniu wolności przemieszczania, po czym populistycznie zaczął krytykować Rafała Trzaskowskiego, iż tę ustawę wykonał… Ocenią to Państwo sami.
Był też moment skandaliczny, gdy Morawiecki stwierdził, iż w 2020 roku „ratował polskie firmy”. To Morawiecki razem z PiS-em niszczyli polski biznes w dobie tzw. pandemii, co potwierdziły dziesiątki wyroków sądów (w sprawie bezprawnego zamykania lokali), a teraz zamiast przynajmniej z przyzwoitości zamilknąć, to jeszcze ośmiela się na krzywdzie Polaków budować kłamliwą propagandę. Niedoczekanie Pańskie, Panie Morawiecki!
Wymowna – i też na swój sposób komiczna – była końcówka rozmowy. Otrzymaliśmy typową pyskówkę pomiędzy zadeklarowanym socjalistą a dzikim kapitalistą z ukąszeniem libertariańskim. Mentzen wytykał Morawieckiemu, iż oczy mu się świecą na widok kasy, którą zarabiają Polacy, a ten nie pozostawał dłużny, twierdząc, Mentzen chce darwinizmu społecznego i dominacji banków. No proszę! Zawodowy bankster, który zarzuca wolnorynkowcowi sprzyjanie bankom!
Polska. Ale jaka?!
W „Piwie z Mentzenem”, w którym wziął udział były premier, byliśmy de facto świadkami sporu o podstawy rozumienia państwa i relacji władza-obywatel. Problem polega na tym, iż Mateusz Morawiecki wił się jak wąż, sprowadzając wszystko do osobliwie rozumianych „konkretów” i przez całą rozmowę ledwie parę razy zająknął się na adekwatny temat.
Mentzen próbował punktować rozmówcę, a ten wymigiwał się nie tyle siłą prawdy, co siłą swego doświadczenia politycznego i retorycznej zręczności. o ile ktoś potrafi odczytać to, co padło w tej rozmowie, a nie ulega elokwencji Morawieckiego, to zobaczy, iż polityk obnażył się jako socjalistyczny demagog, który nie ma Polakom do zaoferowania żadnej naprawdę nowej jakości, której coraz większa część wyborców oczekuje.
Około dwadzieścia procent Polaków nie „kupuje” już tej partyjnej retoryki o tym, iż post-komunistyczne siły rządzące realizują jakąś rzekomą dziejową konieczność, robiąc to, co robią. Rośnie liczba Polaków, którzy chcą normalnego państwa, a nie elokwentnego tłumaczenia, iż „Polacy nic się nie stało”. Coraz więcej osób się budzi i nie chce już fałszywej alternatywy: PiS-PO. Tym osobom Mateusz Morawiecki nie ma nic do zaoferowania.
Bynajmniej nie twierdzę tu, iż „wizja Mentzena” jest lekarstwem na wszelkie zło. Chodzi o to, iż w części Polaków obudziła się intuicja tego, iż istnieje jakiś porządek, który jest radykalnie różny od dotychczasowego. Mentzen jest jedynie w jakiejś (niedoskonałej) mierze wyrazicielem tej idei. Równie dobrze przy mikrofonie mógłby stać kto inny. Najważniejszy jest fakt, iż istnieje obiektywny porządek, który został radykalnie zakłamany przez etatystyczne rządy. I ludzie zaczynają to odczuwać. Potrzeba tylko przypominać, iż nie zawsze tak było – iż w dziejach ludzkości istniało przekonanie o tym, iż społeczeństwo ma swoją autonomię, a władza ma kompetencje ograniczone do kilku określonych kwestii. To nie jest „wynalazek” libertarian w rodzaju jakiejś teorii „państwa minimum” – to jest wizja płynąca z porządku naturalnego i jest to podstawowa prawda na temat świata, która w najwyższym stopniu przeszkadza etatystom, zarówno z PiS, jak i z PO.
Jeżeli pragniemy normalnego państwa, które jest oparte na sile wolnych obywateli, to musimy skończyć z tolerowaniem przekonania, iż „realna polityka” może być całkowicie wyobcowana z kategorii etycznych i może bezkarnie ignorować wszelkie zdrowe pojęcia polityczne.
Na gruncie tak rozumianej „realnej polityki” Mateusz Morawiecki jest zwycięzcą starcia, a Polacy, których poglądy i wolę wyraził Mentzen – są niepoprawnymi idealistami, którzy powinni spuścić oczy i z oczami wstydliwie wbitymi w ziemię przyznać: Tak, Panie Morawiecki, ma Pan rację, stoi za Panem doświadczenie, a to, w co wierzymy, jest niemożliwe do wprowadzenia na gruncie realnej polityki.
Tymczasem zgoda na taką tyranię bezideowości słabnie w części społeczeństwa. Zaczynamy dopuszczać myśl, iż w polityce może jednak powinny obowiązywać jakieś ponadczasowe (i ponadpartyjne) zasady. Inną sprawą jest, jak wcielić to w życie przy tak zdegenerowanym systemie. Ale nie dajmy sobie wmówić, iż to, co trudne do wprowadzenia, przestaje być słuszne i prawdziwe. W normalnej rzeczywistości pewne rzeczy (jak to, iż etatyzm i socjalizm są z natury złe) byłyby oczywiste.
Dlatego jako środowiska, które nie zapomniały, co naprawdę oznacza korzystanie z rozumu, walczmy o to, by obiektywna prawda była zawsze oddzielana od subiektywnych warunków. To, co znajduje się pomiędzy słusznymi zasadami płynącymi z prawa naturalnego a obecnymi realiami politycznymi – to droga, jaką mamy do przebycia. Musimy znaleźć środki, żeby te zasady wprowadzać skutecznie. Ale dokąd dojdziemy, o ile ulegniemy szantażowi fałszywych realistów i damy sobie wmówić, iż nie istnieje żaden obiektywny porządek, któremu rozumny człowiek ma obowiązek się podporządkować?
Trudność we wdrożeniu wizji – o ile jest ona w założeniach słuszna – nie jest słabością wizji, ale wyłącznie wizjonera, ewentualnie systemu, w którym przyszło mu działać. To są słabości, które mamy do pokonania. Ale w kwestii zasad musimy pozostać bezkompromisowi.
Filip Obara
Inteligentne, ale głupie „elity”. Jak uwolnić od nich Polskę?
Pamiętaj, władzo: Nie jesteś jedyną!
Filip Obara: Nie chcemy „prezydenta wszystkich Polaków”!