Donald Tusk zapowiedział 17 września nocny wyjazd na Ukrainę po rosyjskim ataku w rejonie Jagodzina, niedaleko Dorohuska. Premier miał rozmawiać z Wołodymyrem Zełenskim o koalicji antybalistycznej i po powrocie zdać raport o stanie energetyki. Dla Polski oznacza to konieczność twardego przygotowania granicy i infrastruktury na rosyjską eskalację.
Atak kilka kilometrów od Polski
Rosyjskie uderzenie nastąpiło na zachodniej Ukrainie, bardzo blisko granicy z Polską. Donald Tusk mówił podczas konferencji prasowej z kanclerzem Austrii Christianem Stockerem, iż w rejonie Jagodzina koło Dorohuska zaatakowany został prawdopodobnie obiekt paliwowy. Premier opisał eksplozję jako bardzo silną. To kolejny sygnał, iż Moskwa świadomie przenosi ciężar działań w pobliże terytorium państwa NATO.
Tego samego dnia Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poderwało polskie i sojusznicze lotnictwo. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało ostrzeżenia do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego. Działania lotnictwa zakończono po godzinie 13, a alerty odwołano. Kilka dni wcześniej rosyjskie ataki przy polskiej granicy doprowadziły do zwołania narady służb.
Nocna podróż i rozmowa z Zełenskim
Tusk zapowiedział, iż nocą będzie jechał przez Ukrainę, a po powrocie przedstawi ocenę stanu tamtejszej infrastruktury energetycznej. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów potwierdziła, iż celem wizyty miały być także rozmowy z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim o współdziałaniu w ramach koalicji antybalistycznej.
Sama podróż szefa rządu ma wymiar polityczny, ale państwo nie może poprzestać na geście. Warszawa potrzebuje konkretnych ustaleń dotyczących wymiany danych, ochrony przestrzeni powietrznej i bezpieczeństwa przejść granicznych. Każde takie zobowiązanie trzeba mierzyć interesem Polski: czy podnosi zdolność obrony naszego terytorium, czy zwiększa bezpieczeństwo obywateli i czy nie tworzy zobowiązań bez jasnej kontroli Sejmu oraz opinii publicznej.
Płonne nadzieje wobec Kremla
Premier odniósł się też do nadziei Donalda Trumpa, iż Rosja powstrzyma uderzenia w infrastrukturę energetyczną. Według Tuska wydarzenia przy polskiej granicy pokazały, iż takie oczekiwania się nie spełniły. Trafnie. Kreml ocenia deklaracje przez pryzmat siły, kosztu i ryzyka, a nie dobrych intencji zachodnich przywódców.
Nie oznacza to, iż Polska ma bezkrytycznie przyjmować każdą linię Kijowa czy któregokolwiek sojusznika. Realizm narodowy wymaga dwóch rzeczy jednocześnie: wspierania niepodległości Ukrainy przeciw rosyjskiej agresji oraz zachowania pełnej swobody w obronie polskich interesów. Ostrzeżenie, iż zagrożenie wojną jest realne, musi prowadzić do decyzji budżetowych, organizacyjnych i infrastrukturalnych, nie do kolejnej serii konferencji.
Polska nie może liczyć na szczęście
Ataki na cele paliwowe, kolejowe i energetyczne w pobliżu Dorohuska dotykają także polskiego transportu, handlu oraz poczucia bezpieczeństwa mieszkańców wschodnich województw. Rosyjski atak przy Dorohusku uderzył już w polski transport. Państwo powinno więc traktować odporność kolei, sieci energetycznych i łączności jako część obrony narodowej.
Raport premiera po podróży ma sens tylko wtedy, gdy przełoży się na jawny katalog zagrożeń i działań. Polacy mają prawo wiedzieć, czy system alarmowy działa sprawnie, czy wschodnia granica ma adekwatną osłonę i jakie rezerwy przygotowano na zimę. Rosja sprawdza odporność sąsiadów czynami. Polska musi odpowiadać własną gotowością, bez naiwności i bez uzależniania bezpieczeństwa od cudzych obietnic.
Źródła: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, WP Wiadomości.
Źródło: WP Wiadomości










