Od 8 sierpnia, gdy do Belwederu zajechał Karol Nawrocki, deklarowałem mu lojalność jako pierwszemu obywatelowi. Nawrocki wygrał wybory, został prezydentem. Aliści znając nieciekawą biografię tego gdańskiego boksera i ipeenowca z partyjnego nadania, nieciekawą młodość ochroniarza bez obycia, uczestnika kibolskich nawalanek, czekałem na symptomy, by naturszczyk, który objął najwyższy urząd w państwie, do tego urzędu z czasem dorósł! Aby przekonać nas, którzy głosowaliśmy na jego przeciwnika, iż nauczył się być prezydentem, zrozumiał swoją rolę, iż choć został arbitrem, nie stał się sędzią, od którego wyroków nie ma apelacji. Czekałem na to pięć miesięcy. Daremnie. Nawrocki nie stał się pierwszym pośród równych, dzieli nas i antagonizuje. Do tego jakby nie chciał rozumieć ustroju państwa.
- Strona główna
- Wybory i nastroje
- Czas socjopatów [FELIETON MARTENKI]
Powiązane
Iran kpi z Trumpa po wyborczej porażce. „To Pinokio”
2 godzin temu
Polecane
Wpadka na antenie TVN24. Dziennikarz nie krył rozbawienia
1 godzina temu
Zielonogórzanie pożegnali śp. biskupa Pawła Sochę
2 godzin temu

10 miesięcy temu









