Była minister w rządzie PiS odpowiada Czarnkowi: Nie powinno być wyboru „węgiel albo OZE”

2 godzin temu

Po głośnych słowach Przemysława Czarnnka o OZE i jego krytyce odnawialnych źródeł energii, pojawiła się odpowiedź z nieoczekiwanego kierunku. Była wicepremier w rządzie Zjednoczonej Prawicy – Jadwiga Emilewicz przekonuje, iż stawianie wyboru „węgiel albo OZE” to fałszywa alternatywa — a taka narracja może zaszkodzić zarówno gospodarce, jak i bezpieczeństwu energetycznemu kraju. Tymczasem sam minister idzie w zaparte krytykując fotowoltaikę i ogłosił właśnie, iż „zdemontuje to świństwo”. Eksperci odpowiadają wprost: – Są granice populizmu.

Słowa Przemysława Czarnka o OZE wywołały szeroką dyskusję o kierunku polskiej polityki energetycznej. Do wypowiedzi kandydata PiS na premiera krytycznie odniosła się była wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Jak czytamy w Gazecie Wyborczej (GW), zdaniem Emilewicz rozsądna strategia energetyczna Polski nie powinna opierać się na prostym wyborze między węglem a odnawialnymi źródłami energii (OZE). Dodała, iż rozsądna strategia musi łączyć oba źródła energii.

  • Czytaj także: „OZE-sroze”. Czarnek gra Trumpem, choć to PiS stawiał na zieloną energię

To PiS rozwijał polskie OZE

Przemysław Czarnek w ostatnich wypowiedziach przekonywał, iż odnawialne źródła energii przyczyniają się do wysokich cen prądu. Jak mówił, Polska powinna w większym stopniu korzystać z własnych zasobów węgla. – Mamy węgiel i można go dziś wydobywać w sposób naprawdę ekologiczny – twierdzi polityk PiS.

Do tych słów sceptycznie odnosi się Jadwiga Emilewicz, która przypomina, iż to właśnie rządy PiS doprowadziły do dynamicznego rozwoju fotowoltaiki w Polsce. Kluczową rolę odegrał w tym program „Mój Prąd”. Wyborczej.biz powiedziała, iż był on „jednym z najbardziej udanych programów energetycznych ostatnich lat. Dzięki niemu setki tysięcy gospodarstw domowych zaczęły produkować energię na własne potrzeby, co realnie obniżyło ich rachunki za prąd i zwiększyło odporność na wahania cen energii”.

Przypomniała, iż program umożliwiał uzyskanie choćby 50-procentowego dofinansowania do instalacji paneli fotowoltaicznych. W efekcie w Polsce pojawiło się około 1,6 mln prosumentów, czyli gospodarstw domowych produkujących własną energię elektryczną. Była minister zwróciła też uwagę na gospodarczy wymiar rozwoju OZE. Choć globalny rynek technologii fotowoltaicznych zdominowany jest przez producentów azjatyckich, to znaczną część usług i infrastruktury tworzą polskie firmy.

– W branży działa dziś około 18 tys. firm: od hurtowników i producentów konstrukcji, przez projektantów, po firmy instalacyjne i serwisowe, z czego zdecydowaną większość stanowią małe rodzinne firmy – wskazała w rozmowie z GW.

Jako przykład podała województwo lubelskie, skąd pochodzi Przemysław Czarnek. Funkcjonuje tam 21 dużych farm fotowoltaicznych o łącznej mocy około 121 MW, co daje regionowi trzecie miejsce w Polsce pod względem liczby takich instalacji.

Padł polski rekord. Prawie 1/3 produkcji energii z OZE

Co ważne, sam kandydat PiS na premiera ma na swoim dachu zainstalowaną fotowoltaikę. Pytany o to wprost przez Radio ZET, wypalił: – I tak codziennie myślę o tym, czy na tym dachu mi się ta fotowoltaika nie zapali, co się stanie, jak to się zepsuje.

Przyznał też, iż kilka lat temu skorzystał z dopłat na panele słoneczne i zamontował je w swoim gospodarstwie domowym. Przed montażem paneli płacił za energię 2000-2500 zł rocznie. Teraz płaci o połowę mniej, ale deklaruje chęć pozbycia się paneli.

Tymczasem znaczenie OZE w Polsce rośnie z roku na rok. W 2025 r. odpowiadały one już za około 31 proc. produkcji energii elektrycznej w kraju – jak dotąd jest to nasz rekord. Jednocześnie Emilewicz zaznaczyła, iż polska energetyka się zmienia. – Wydobycie węgla w Polsce systematycznie spada od kilkudziesięciu lat. Na początku transformacji, około 1990 r., Polska wydobywała ok. 147 mln ton węgla kamiennego rocznie, podczas gdy dziś jest to około 44 mln ton.

– Rozsądna polityka energetyczna powinna unikać wyboru „albo węgiel, albo OZE”. Polska potrzebuje obu tych elementów: węgla jako zabezpieczenia systemu w okresie przejściowym oraz dynamicznego rozwoju odnawialnych źródeł energii — ocenia była wicepremier.

Jej zdaniem najważniejsze jest prowadzenie transformacji energetycznej w sposób stabilny i przewidywalny, bez gwałtownych zwrotów, które mogłyby zagrozić zarówno bezpieczeństwu energetycznemu Polski, jak i tysiącom rodzimych firm rozwijających nowe sektory gospodarki.

Przemysław Czarnek idzie w zaparte. „Zdemontuję to świństwo”

Tymczasem sam kandydat Jarosława Kaczyńskiego na premiera kontynuuje uderzenia w OZE i system ETS2. — Żeby wrócić do zdecydowanie niższych rachunków za energię, trzeba powiedzieć raz jeszcze: precz z ETS, precz z tym brukselskim szwindlem — mówił na dzisiejszej (16.03.2026) konferencji prasowej. Eksperci są zgodni, iż Polska nie ma narzędzi do wypisania się z europejskiego systemu ETS. Jedyną opcją jest albo jego opóźnianie – co obecny rząd próbuje forsować razem z innymi europejskimi państwami, albo wyjście ze Wspólnoty.

Podczas konferencji Czarnek został zapytany o jego własną instalację fotowoltaiczną. – Zdemontuje to świństwo, jak tylko mi się spłaci – przekonywał dodając jeszcze jeden warunek. – I jak tylko wyjdę, a w zasadzie nie ja, tylko moja żona, z tego okresu trwałości projektu.

– Są granice populizmu – odpowiedział w mediach społecznościowych ekspert ds. energetyki, Jakub Wiech. – Pomijam fakt, iż według wyliczeń albo właśnie mu się PV spłaca, albo spłaciła się kilkanaście miesięcy temu, pomijam fakt, iż „okres trwałości projektu” w fotowoltaice to może być i 20-25 lat (pan minister ma instalację od 5 lat). Ale już trudno pominąć to, iż minister Czarnek był w rządzie, który doprowadził do budowy 20 GW tego „świństwa w Polsce” – pisze Wiech.

Ekspert dodaje: – Trudno pominąć to, iż dla 1,5 mln gospodarstw domowych to „świństwo” to mniejsze rachunki, mniejsza wrażliwość na szoki cenowe jak np. ten związany z Iranem i czystsze powietrze, trudno pominąć to, iż w sektorze tego „świństwa” pracuje w Polsce ok. 40 tysięcy osób, a więc 2/3 tego, ile w tym roku zostanie z zatrudnienia w górnictwie.

  • Czytaj także: Mój Prąd 7.0 wraca w kwietniu. Koniec dopłat do fotowoltaiki, zostają dopłaty do magazynów

Zdjęcie tytułowe: Elzbieta Krzysztof/Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału