Afera w Kłodzku. Monika Wielichowska zabrała głos

3 godzin temu

"Nie łączyły mnie z nią nigdy żadne prywatne kontakty. Nie łączyły mnie z nią żadne kontakty zawodowe. Nigdy nie była asystentem, pracownikiem ani współpracownikiem mojego biura poselskiego" - napisała w oświadczeniu wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska. W ten sposób odniosła się do sprawy byłej działaczki PO Kamili L., skazanej ws. afery w Kłodzku.

Wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska wydała oświadczenie

19 marca Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał na 6,5 roku więzienia 41-letnią Kamilę L., która nie udzieliła pomocy małoletniej doświadczającej przemocy seksualnej. Kobieta odpowiadała też za znęcanie się nad zwierzętami - była świadkiem czynów o charakterze zoofilskim. Sprawcą był jej mąż. Wcześniej za te i inne przestępstwa, m.in. o charakterze zoofilskim, został skazany na 25 lat więzienia.

W mediach pojawiały się informacje dotyczące przynależności partyjnej skazanej, która była członkinią Platformy Obywatelskiej. Na portalach społecznościowych publikowano m.in. zdjęcia, na których kobieta pojawia się w towarzystwie wicemarszałkini Sejmu Moniki Wielichowskiej - polityczki pochodzącej Nowej Rudy (pow. kłodzki), związanej z tamtejszymi strukturami KO.

Były to głównie zdjęcia robione w trakcie kampanii wyborczych.

Wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska wydała oświadczenie

Do sprawy w czwartek odniosła Wielichowska, która opublikowała w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym odcina się od tej znajomości.

"Jedna ze skazanych osób przestała być członkinią partii w momencie powzięcia wiedzy o zarzutach. Stało się to już ponad 2 lata temu. Nie łączyły mnie z nią nigdy żadne prywatne kontakty. Nie łączyły mnie z nią żadne kontakty zawodowe. Nigdy nie była asystentem, pracownikiem ani współpracownikiem mojego biura poselskiego. Nie interweniowałam na jakimkolwiek etapie postępowania prokuratorskiego czy sprawy karnej” - napisała Monika Wielichowska.

W oświadczeniu Wielichowska podkreśla, iż stała się "obiektem zmasowanej kampanii nienawiści opartej na kłamstwie i pomówieniach - zorganizowanej przez PIS i prawicowe media".

ZOBACZ: Bill Clinton zeznaje w sprawie Epsteina. "Wiem, co widziałem i czego nie widziałem"

Jej zdaniem, celem było utrwalenie przekonania, iż pomagała osobom oskarżonym i skazanym za pedofilię. "To nieprawda! Każde przęstępstwo, a zwłaszcza tak straszne, musi zostać ukarane. Sprzeciwiam się wykorzystywaniu tragedii dzieci do bieżącej walki politycznej. To nie jest temat do rozgrywek ani budowania kapitału politycznego. Takie działania są szkodliwe i mogą pogłębiać cierpienie ofiar, które już zostały skrzywdzone" - napisała Wielichowska.

W dalszej części oświadczenia podkreśliła m.in., iż "za wszelkie przestępstwa, nieważne kim jest sprawca, powinna być wymierzona surowa, adekwatna do czynu i nieuchronna kara". Dodała, iż tak dzieje się w tym przypadku.

Tomasz Siemoniak: Walka polityczna przekracza wszelkie granice

Kilka dni temu również minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak odniósł się w programie "Graffiti" do sprawy krążących po sieci zdjęć sprzed lat, na których pozował z Kamilą L.

- Dla mnie to oznacza, że walka polityczna przekracza wszelkie granice. (…) Są skazani przez sąd, państwo zadziałało – stwierdził polityk.

- Muszę to wszystko znosić. Jest to przykra sprawa, w tym sensie iż nie mam z tym nic wspólnego. Wspierałem w kampanii wyborczej setki osób w 2018 roku - dodał.

Tomasz Siemoniak powiedział także, iż zna tysiące osób, które proszą go o zdjęcie w różnych sytuacjach, a zarzuty uznał za "głęboko nieprzyzwoite i nieuczciwe". - To próba sugerowania, iż mam z tym coś wspólnego - odparł minister.

Prokurator krajowy i prokurator generalny zabrali głos

W poniedziałek prokurator krajowy Dariusz Korneluk powiedział w TVP Info, iż sprawa pedofilii w Kłodzku nie nadaje się do publicznego komentowania, a opisy zarzutów są drastyczne. Zapewnił, iż na żadnym etapie nikt nie próbował ingerować w śledztwo.

Poinformował też, iż prokurator wniósł o sporządzenie uzasadnienia orzeczeń dotyczących obu postępowań i po ich analizie zdecyduje, czy wniesie odwołanie. Wskazał, że prokurator wnosił o wielokrotnie większy wymiar kary, niż ten, który zapadł w przypadku kobiety, czyli 6,5 roku.

ZOBACZ: Polskie śledztwo ws. afery Epsteina. Ruch prokuratury, w tle handel ludźmi

Szef Ministerstwa Sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował w środę w Studiu PAP, iż analizuje dokumenty dotyczące sprawy pedofilii w Kłodzku i chce przyjrzeć się m.in. temu, jaka była rola kobiety i dlaczego otrzymała dużo niższy wymiar kary niż ten, o który wnosiła prokuratura. Przyznał, iż koszmar tej sprawy jest ogromny.

W minionym tygodniu do sprawy odniósł się m.in. premier Donald Tusk. Pytany w Sejmie, czy wyciągnie konsekwencje wobec działaczy Koalicji Obywatelskiej, którzy wiedzieli o możliwości popełnienia przestępstwa przez kobietę (która była działaczką PO w Kłodzku), ale nie zareagowali, powiedział, iż próba politycznego wykorzystywania zbrodni pedofilii jest wyjątkowym skandalem.

Tusk podkreślił, iż "każdy, kto podnosi rękę na dziecko, szczególnie w tak obrzydliwych zamiarach, jak wykorzystanie seksualne, (...) będzie bezwzględnie ścigany".

Afera z działaczki KO z Kłodzka. Poseł PiS: Wielki skandal

Sprawie poświęcone było ubiegłotygodniowe posiedzenie Parlamentarnego Zespołu Przeciwdziałaniu Bezprawiu, składającego się z posłów PiS. - Musimy wiedzieć, z jak wielkim skandalem mamy do czynienia, szczególnie w Kłodzku, gdzie pierwsze skrzypce w KO gra marszałek (Monika) Wielichowska. Rodzą się bardzo poważne pytania o zmowę milczenia - komentował poseł PiS, były wiceminister sprawiedliwości Michał Woś.

ZOBACZ: Afera wokół akt Epsteina w USA. Tusk powołuje zespół ds. polskich wątków

41-letnia kobieta była sądzona za to, iż nie udzieliła pomocy małoletniej, która padła ofiarą przemocy seksualnej ze strony jej męża. Śledczy ustalili, iż trwało to od 2011 do 2022 r. W tym samym czasie kobieta była świadkiem czynów o charakterze zoofilskim. Dlatego odpowiadała też za znęcanie się nad zwierzętami.

Wcześniej nieprawomocny wyrok 25 lat więzienia usłyszał 45-letni mąż kobiety. Odpowiadał m.in. za gwałt, podawanie ofiarom substancji odurzających, utrwalanie i posiadanie treści pornograficznych, a także za znęcanie się nad zwierzętami. Prokuratura podała, iż mężczyzna dopuścił się przestępstw seksualnych wobec dzieci poniżej 15. roku życia oraz zwierząt.

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: "Zachowuje się jak hipokryta". Dariusz Klimczak uderza w prezydenta
Idź do oryginalnego materiału